Na świeżo otwartym placu budowy kierownik przemawia do swoich robotników:
– Słuchajcie panowie, macie pracować rzetelnie, trzymać się projektu i nie marnować materiałów. Dajcie z siebie wszystko, bo stawiacie to dla własnego użytku.
– A co konkretnie tu powstaje, szefie?
– Izba Wytrzeźwień.
Stirlitz zauważył grupę wyrostków, którzy dla zabawy pompowali kota benzyną.
Zwierzę w końcu wyrwało się oprawcom, przebiegło pędem kilkanaście metrów i nagle padło bez ruchu.
– Widocznie paliwo się skończyło – pomyślał beznamiętnie Stirlitz.
Autobus miejski. Nastolatek do kaszlącej starszej pani:
– Na zdrowie, babciu! – Przecież ja zakaszlałam, a nie kichnęłam, młody człowieku… – odpowiada zdziwiona staruszka. – Dla mnie to babcia mogła się nawet c**jem zadławić! Dla harcerza najważniejsza jest kultura osobista!
Grupa amerykańskich badaczy odnalazła w Egipcie nieznaną dotąd piramidę, a w niej zmumifikowane ciało władcy.
Przez fatalny stan szczątków naukowcy nie byli w stanie zidentyfikować znaleziska, więc poprosili o wsparcie specjalistów ze Związku Radzieckiego. Dzień później na miejsce dotarli Sasza i Wania z Moskwy. Zażądali jedynie dwóch godzin sam na sam z mumią. Po upływie tego czasu agenci wywiadu wychodzą do dziennikarzy i ogłaszają:
– Ramzes XVIII!
Zdumieni Amerykanie dopytują:
– Ale jakim sposobem tak szybko to ustaliliście? – Normalnie.
– Do wszystkiego się przyznał!
Sherlock Holmes i doktor Watson wybrali się na wspólny biwak w samym sercu lasu.
Po długim wieczorze spędzonym przy ognisku ułożyli się do snu. W środku nocy Holmes nagle budzi przyjaciela:
– Watsonie, czy ty śpisz?
– Nie, Sherlocku…
– Spójrz w górę i powiedz mi, co widzisz? Watson przeciera oczy, spogląda w niebo i odpowiada:
– Widzę miliony gwiazd, mój drogi Holmesie.
– I do jakich wniosków cię to skłania, Watsonie?
– Doktor ożywił się nieco i zaczął swój wywód: – To zależy od perspektywy. Z astronomicznego punktu widzenia mówi mi to, że istnieją miliony galaktyk i miliardy planet. Z punktu widzenia astrologii widzę, że Saturn jest w znaku Lwa. Pod kątem meteorologii wnioskuję, że jutro będziemy mieli piękną pogodę. Z kolei z perspektywy futurystycznej sądzę, że kiedyś ludzkość poleci do gwiazd… A tobie co to mówi, Sherlocku?
– Holmes milczał przez chwilę, po czym odparł ze spokojem: – Mnie to mówi, Watsonie, że ktoś nam ukradł namiot!
Stirlitz niespiesznym krokiem podszedł do drzwi lokalu kontaktowego.
Wybił umówiony sygnał, pukając dokładnie 127 razy. Nikt nie zareagował. Po krótkim zastanowieniu wyszedł przed budynek i skierował wzrok na okno. Tak, przeczucie go nie myliło. Na parapecie stały rzędem 63 żelazka – ewidentny znak, że wpadli.
Dom Stirlitza został szczelnym kordonem otoczony przez agentów Gestapo.
Otwieraj! – wrzasnął Mueller, głośno waląc w drzwi.
– Stirlitza nie ma w domu! – odkrzyknął ze środka Stirlitz. W ten oto genialny sposób pułkownik Isajew już po raz piąty wyprowadził Gestapo w pole.
Żona, świeżo upieczona posiadaczka prawa jazdy, siedzi za kółkiem i z przerażeniem patrzy na drogę:
– Patrz, Edek, co za szalony człowiek! – woła do męża. – Ten facet już od dobrej minuty biegnie tuż przed maską naszego samochodu. Wygląda, jakby koniecznie chciał, żeby go przejechać! Co mam teraz zrobić?
– Może po prostu zjedź z chodnika… – odpowiada spokojnie mąż.
Pewnego popołudnia Pinokio podchodzi do Dżepetta z bardzo poważną miną:
– Tato, musisz mi pomóc. Zakochałem się po uszy! Dżepetto, nieco urażony, odpowiada:
– ak to? Przecież to ja cię stworzyłem, dbałem o ciebie, a teraz ktoś inny jest ważniejszy?
– Tato, proszę, nie gniewaj się. To naprawdę wielkie uczucie. Zrób to dla mnie! Dżepetto w końcu ulega:
– No dobrze, synu. Skoro to takie ważne… co mam zrobić?
– Weź dłuto i wywierć mi dziurę w tyłku.
Łapka w górę
Łapka w dół
Trwa ceremonia pogrzebowa.
Starsza, zapłakana wdowa stoi nad grobem swojego małżonka. W pewnym momencie podchodzi do niej grabarz i, chcąc zagaić rozmowę, pyta cicho: – Przepraszam najmocniej, a ile lat miał mąż?
– Dziewięćdziesiąt osiem.
– Rozumiem. A pani w jakim jest wieku, jeśli wolno spytać?
– Dziewięćdziesiąt siedem.
– To tak szczerze mówiąc… opłaca się pani w ogóle jeszcze wracać do domu?
Co zrobi przeciętny polski kibic w momencie, gdy nasza kadra narodowa zdobędzie w końcu puchar Euro?
Zapisze stan gry na konsoli, wyłączy telewizor i pójdzie spać.
Mężczyzna łapie okazję. Zatrzymuje się ciężarówka, pasażer wsiada i ruszają.
Po pewnym czasie pojazd słabnie, silnik wyje, a szofer redukuje biegi, aż auto staje. Kierowca wyciąga kij bejsbolowy, wyskakuje i okłada nim plandekę. Autostopowicz jest w szoku, ale milczy, widząc wściekłość kierowcy. Jadą dalej, lecz sytuacja znów się powtarza. Gdy tir staje i szofer ponownie sięga po kij, pasażer nie wytrzymuje i pyta, o co chodzi. – Widzi pan – mówi kierowca – mam na pace trzydzieści ton kanarków, a dopuszczalna ładowność to tylko dwadzieścia ton. Po prostu połowa z nich musi cały czas latać!
Noc na obozie harcerskim. Rozlega się głośny szloch, więc do sali wbiega drużynowy.
– Co się dzieje?!
– Druh Roman bez przerwy płacze.
– Z jakiego powodu?
– Twierdzi, że w domu zawsze przed snem dostaje czekoladę…
– C**j mu du*ę, a nie czekoladę! – wrzasnął!
– Próbowaliśmy już tego, ale on płacze dalej…
Harcerz spaceruje zimą wzdłuż brzegu jeziora.
Mija wędkarza przy przeręblu, a po chwili dociera do niego rozpaczliwe wołanie:
– Pomocy! Lód się załamał! Tonę!
Harcerz mruczy pod nosem:
– I po co te wrzaski? Medal za ratownictwo mam już dawno zdobyty.
Mężczyzna nabył strzelbę i usłyszał od sprzedawcy, że aktualnie trwa sezon na Rumunów.
Spacerując po mieście, dostrzegł jednego przy kontenerze na odpady. Wycelował, oddał strzał i trafił. Na miejscu natychmiast zjawiła się policja: – Jak pan mógł to zrobić?!
– Przecież mamy sezon łowiecki na Rumunów! – No tak, ale żeby bić przy samym paśniku?!
Po zakończonej mszy Jasiu podchodzi do zakrystii i mówi do proboszcza:
– Proszę księdza, dzisiejsze kazanie było po prostu zajebiste!
– Synu! – oburza się duchowny. – Co to za słownictwo? W tym miejscu nie godzi się tak wyrażać!
– Ale proszę księdza, ono naprawdę było zajebiste!
– Opamiętaj się, dziecko, dopóki jeszcze masz czas na pokutę! – upomina go kapłan.
– Było tak zajebiste, że postanowiłem właśnie ofiarować tysiąc złotych na potrzeby parafii.
– Pie**olisz?! – krzyknął uradowany ksiądz.
Przed kościołem uszkodził się płot
Więc proboszcz zakasał rękawy i sam zabrał się do naprawy. Obok przystanęła grupka dzieci, które z ogromnym skupieniem przyglądały się jego pracy. Ksiądz w końcu zagadnął:
– Co, moje dzieci, patrzycie tak uważnie, żeby się nauczyć, jak wbijać gwoździe?
Nie, proszę księdza – odpowiedział jeden z chłopców.
– My po prostu czekamy na to, co ksiądz powie, jak się uderzy młotkiem w palec!
Trzech chłopców licytuje się, czyj wujek cieszy się większym szacunkiem i prestiżem:
Pierwszy mówi:
– Mój wujek jest proboszczem i absolutnie każdy w parafii zwraca się do niego „proszę księdza”.
Drugi:
– To jeszcze nic! Mój wujek jest biskupem i kiedy idzie przez miasto, wszyscy mówią do niego „Wasza Eminencjo”.
Trzeci:
– Mój wujek waży dwieście kilo. Kiedy tylko pojawia się na ulicy, wszyscy ludzie od razu krzyczą: „O mój Boże!”
Dwie zakonnice podróżowały samochodem, gdy nagle, na środku drogi, zabrakło im paliwa.
Jedna z sióstr postanowiła udać się na najbliższą stację benzynową. Ponieważ w aucie nie było kanistra, zabrała ze sobą jedyne naczynie, jakie udało się znaleźć pod siedzeniem – nocnik.
Po jakimś czasie wróciła i zaczęła ostrożnie przelewać zawartość nocnika do baku. W tym samym momencie obok przejeżdżało dwóch księży. Jeden z nich, widząc tę scenę, wyszeptał do drugiego:
– Spójrz tylko… Siła ich wiary jest po prostu niesamowita!
Pewien słynny rosyjski kompozytor, leżąc na łożu boleści, dyktuje notariuszowi swoją ostatnią wolę.
W pewnym momencie mówi słabym głosem: – Chciałbym, aby podczas moich uroczystości pogrzebowych zagrała pełna orkiestra symfoniczna.
Notariusz, skrupulatnie zapisując każde słowo, podnosi wzrok znad papierów i pyta z pełną powagą: – Oczywiście, mistrzu. A co chciałby pan wtedy usłyszeć?
Caryca Katarzyna II przewraca się w pościeli, trawiona przez gorące myśli i niespełnione pragnienia.
Tymczasem leżący obok niej król Stanisław August Poniatowski, zamiast przejść do czynów, pogrąża się w głębokich rozmyślaniach nad sensem istnienia i skomplikowanym losem Rzeczypospolitej. W pewnym momencie Katarzyna nie wytrzymuje narastającej frustracji. Zrywa się gwałtownie z łoża, chwyta ciężki dzban i z całym impetem zaczyna walić w stojący w rogu zegar.
– Na miłość Boską, co Ty wyprawiasz, Pani?!
– Jak to co? Chcę, żeby chociaż jedna rzecz w tym pokoju w końcu stała!
Chirurg wychodzi z sali operacyjnej po zabiegu Pinokia.
Zdejmuje maskę i mówi do bladego ze strachu Dżepetta:
– Mam dla pana dwie wiadomości: złą i dobrą. Od której zacząć?
– Proszę najpierw o tę złą – szepcze staruszek.
– Cóż… otworzyliśmy klatkę piersiową chłopca, ale nic nie dało się zrobić. Serce, wątroba, żołądek… u niego to wszystko to tylko atrapy, nic nie funkcjonuje.
– A ta dobra?
– Cóż, dobra jest taka, że ma pan teraz nowe, całkiem zgrabne korytko!
Na ekskluzywnym bankiecie los zetknął ze sobą lekarza oraz adwokata.
Ten pierwszy był już u skraju wyczerpania – każdy z gości, dowiedziawszy się o jego profesji, próbował przy kieliszku wina wyłudzić darmową diagnozę na swoje bolączki. Zauważył jednak, że prawnik stoi samotnie i nikt nie zawraca mu głowy paragrafami.
-Słuchaj – zagadnął lekarz, podchodząc do kolegi. – Jaki jest twój sekret? Jak ty to robisz, że nikt nie próbuje naciągnąć cię tutaj na bezpłatną konsultację prawną?
-To proste – odparł z uśmiechem adwokat. – Każdemu, kto zaczyna mnie o coś wypytywać na imprezie, wysyłam następnego dnia oficjalną fakturę za poradę.
Następnego ranka, pełen entuzjazmu, wypisał rachunki wszystkim wczorajszym rozmówcom i spakował je do kopert. Jednak gdy tylko otworzył drzwi, by wyjść na pocztę, zauważył coś w swojej skrzynce na listy. W środku czekało na niego wezwanie do zapłaty… od prawnika, z którym rozmawiał wczczoraj o rachunkach.
Jak się pisze: „ni ch**a”?
– A co dziadek, dyktando piszesz?
– Nie – testament.
Hаlо, wiеżа! Tu lоt 1871. Mаmy аwаrię dwóch silników.
– Lоt 1871? Tu wiеżа. Zrоzumiаłеm. Skrеślаm…
Ukrainiec do kolegow:
– Wysrałem się na placu czerwonym.
– I co, żadne służby cie nie zawinęły? Jak ci sie to udalo?,
– Nie ściągnąłem spodni
Milicjanci potrącają starą babkę, pytają się, czy zadzwonić po pogotowie, lecz ona odpowiada, że potrzebuje księdza, bo za chwilę umrze. Milicjanci odpowiadają, że do najbliższego kościoła to godzina i nie wiadomo czy zdążą, na co ta babka: "A co, to już ich w bagażnikach nie wozita?"
wchodzi facet do baru i krzyczy: "Kto k...a?!"
nikt nie odpowiada, więc on powtarza: "No kto k...a?!"
nagle wstaje jakiś kark i mówi: "Ja k...a"
na co ten facet odpowiada: "O k...a!"
- Panie doktorze, mój mąż zaraził się rzeżączką. Co mam robić? Co robić?!
- A czemu mąż sam do mnie z tym nie przyszedł?
- Bo jeszcze o tym nie wie.
Mój szef spytał:
- Będziesz w weekend w pracy? Wiem, że chciałbyś odpocząć ale potrzeba nam rąk do pracy.
- Nie ma problemu szefie, ale mogę się trochę spóźnić. Wie pan jak jest z autobusami w weekendy.
- Ok, to kiedy mniej więcej dotrzesz do pracy?
- W poniedziałek.
Jedzie Ami, Rusek, Niemiec i Turek w jednym przedziale. No i zaczynają się popisy który ma lepiej.
Ami zaczyna:
- Nasz kraj jest tak bogaty, że możemy sobie na wszystko pozwolić... Wstał otworzył okno i srrrru cały plik dolców przez okno.
Rusek popatrzył chwilę, podumał, i mówi:
- W naszym to my też mamy wszystkiego w bród. Wstał, wyciągnął spod ławki skrzynkę wódki i jeb przez okno.
Na to Niemiec zaczyna mówić:
- No, my mamy też od cholery... nie dokończył, bo zrywa się z siedzenia Turek i krzyczy:
- Nie! Proszę, nie!
Jasiu wraca z podwórka. Mama od razu robi mu wymówki:
- Jasiu wyglądasz jak prosie. Wiesz przynajmniej co to jest prosię?”
Jasiu odpowiada:
- Wiem mamusiu, dziecko świni.
Żeby rozweselić spiętego pacjenta, dentysta mówi:
- Zakładam lateksowe rękawiczki, które Chińczyk robi w ten sposób, że moczy ręce w lateksie, a potem je suszy.
Pacjent nie reaguje. Po pewnym czasie pacjenta zaczyna obłędnie się śmiać.
- Tak rozbawił pana mój dowcip o rękawiczkach?
- Nie. Ale przypomniałem sobie jak Chińczyk robi prezerwatywy.
Po usłyszeniu, że jeden z pacjentów szpitala psychiatrycznego uratował innego przed próbą samobójczą, wyciągając go z wanny, dyrektor szpitala przejrzał akta ratownika i wezwał go do swojego gabinetu.
- Twoje akta i Twoje bohaterskie zachowanie wskazują, że jesteś gotowy do powrotu do domu. Przykro mi tylko, że człowiek, którego uratowałeś później skończył ze sobą na gałęzi.
- Och, on się nie zabił, powiesiłem go do wyschnięcia.