Poczekalnia dowcipów

Mеcz Polskа - Maroko. Grаcze Mаrokа wchodzą do szаtni. Pаtrzą - a tаm tylko jednа koszulkа dla Hаkimа Ziyechа. No to mówią mu - "Hakim, dobra będziesz grał sam". Reszta drużyny poszłа do pubu na piwo..
Hakim Ziyech sаm bez brаmkаrzа nieźle się spisywаł...
Rеszta drużyny w pubie po jakimś czasie włączyła tеlеgazеtę żеby zobaczyć, .jaki wynik - 0:1 dla Maroka (17' Ziyech) no to się cieszą... Jakiś czas późniеj patrzą a tam koniec meczu i wynik 1:1 (78' Milik).
Następnego dnia spotykają się z Hakimem i mówią:
- Ej, stary, czеmu strzеlili ci bramkę? Przеciеż tak dobrze ci szło...?
- No wiеciе panowie - odpowiаdа Ziyеch - w 38 minuciе dostаłеm czеrwoną kartkę...

Oceń:

Przedstawiciel piekła proponuje niebu rozegranie meczu piłkarskiego.
- Głupi pomysł - odpowiada zdziwiony archanioł Gabriel - przecież dobrze wiesz, że wszyscy najlepsi piłkarze są w niebie...
- A gdzie są wszyscy sędziowie? - odpowiada chytrze Lucyfer.

Oceń:

Are you ready? x4
Let's go!

Now!

Everybody in the world, are you with me?
It's to late to try to run, we run the city.
It's my time, it's your time, every time it's don't give a fuck time.
It's go time, it's show time,
Sing it with me everybody, let's go!

Cause it's one! It's one, one for the money.
Two! It's two, cause two is for the show.
Three! It's three, three get ready,
Are you ready motherfuckers?
Are you ready? Let's go!

Cause it's one! It's one, one for the money.
Two! It's two, cause two is for the show.
Three! It's three, three get ready,
Are you ready motherfuckers?
Are you ready? Let's go!

Are you ready? x4
Let's go!

Let me see you start a war, start a riot,
When there's nothing left to burn, hear the silence.
Hate me, you can't escape me
And you ain't ever gonna change me.
I can't stand it, I've fucking had it,
I'm about to blow!

Cause it's one! It's one, one for the money.
Two! It's two, cause two is for the show.
Three! It's three, three get ready,
Are you ready motherfuckers?
Are you ready? Let's go!

Cause it's one! It's one, one for the money.
Two! It's two, cause two is for the show.
Three! It's three, three get ready,
Are you ready motherfuckers?
Are you ready? Let's go!

Are you ready? x4
Let's go!

Are you ready? x4
Let's go!

(Guitar solo)

Cause it's one! It's one, one for the money.
Two! It's two, cause two is for the show.
Three! It's three, three get ready,
Are you ready motherfuckers?
Are you ready? Let's go!

Cause it's one! It's one, one for the money.
Two! It's two, two is for the show.
Three! It's three, three get ready,
Are you ready motherfuckers?
Are you ready? Let's go!

Are you ready? x4
Let's go!

Are you ready? x4
Let's go!

ARE YOU READY? LET'S GO!
ERRRR ARE YOU READY? LET'S GO

Oceń:

Rok 2006, mistrzostwa świata za naszą zachodnią granicą. Trener Janas obmyślił sprytny plan i przedstawił go piłkarzom:
- Przegrajmy mecze grupowe, to zaskoczymy wszystkich w finale

Oceń:

Mundial. Mecz Polska-Brazylia o wyjście z grupy. Do szatni brazylijczyków wchodzi trener
-Chłopaki, nie ma sensu, żebyśmy na mecz z Polakami wysyłali całą drużynę. Wystarczy Romario.
Po pierwszej połowie wynik 0:0. Romario wchodzi do szatni i dzwoni do matki:
-Mamo, gram z Polakami. Po pierwszej połowie jest 0:0.
-Co? Najsłabsza drużyna grupy, połowa meczu i żadnej bramki?
-No ale mamo, ja gram sam przeciwko 11!
-Synu, nie czas na wykręty! Masz się bardziej postarać.
po skończonym meczu Romario dzwoni znowu:
-Mamo, przegraliśmy 1:0
-Co? Z najsłabszą drużyną? Nie pokazuj mi się w domu!
-Mamo, ale 15 minut przed końcem meczu dostałem czerwoną kartkę!

Oceń:

Finał mistrzostw świata , pełen stadion , na całym stadionie tylko jedno puste miejsce a obok niego siedzi jakiś samotny facet. Po meczu jeden z kibiców pyta tego faceta :
- czy to wolne miejsce należało do pana
- tak miałem iść z żoną na ten mecz ale zmarła
- to dlaczego nie poszedł pan z kimś z rodziny albo znajomym
- wszyscy są na pogrzebie .

Oceń:

Czeski inżynier przyjmuje sowieckiego kolegę i pokazuje mu swoją willę i samochód.
- Jak to zdobyłeś? - dziwi się gość.
- Jak budowaliśmy ten most - gospodarz wskazał niedaleki mostek - zawsze coś z budowy miałem...
Po pewnym czasie następuje rewizyta. Radziecki inżynier pokazuje swoją dwupiętrową willę i dwa samochody.
- Jak to zdobyłeś? - Czech nie kryje zaskoczenia.
- Budowaliśmy tu most. - mówi gospodarz - Zawsze z budowy coś się dostało...
- A gdzie ten most?
- Tutaj. - Rosjanin wskazał willę.

Oceń:

W czasie obrączkowania ptaków ornitolog puścił pawia i bąka.

Oceń:

W odległym afrykańskim kraju, gdzie nie znają jeszcze języka pisanego przychodzi facet do urzędu. Urzędnik każe mu się podpisać, a ten wykonuje polecenie. W pewnym momencie urzędnik pyta się faceta dlaczego podpisał się trzema krzyżykami? Na co ten mu odpowiada:
- Pierwszy krzyżyk to imię, drugi to nazwisko, a trzeci to tytuł naukowy.

Oceń:

Myśliwy po powrocie z Afryki opowiada swoje przygody:
- Idę sobie przez Saharę, a tu biegnie w moją stronę lew!
To ja w nogi i hop, na najbliższa jabłonkę!
- Przecież na pustyni nie rosną jabłonie!
- Właśnie! Z wrażenia nawet tego nie zauważyłem!

Oceń:

Dwaj myśliwi przechwalają się:
- Czy wiesz, że оstatniо w Namibii z оdległоści stu jardów jednym strzałem pоłоżyłem trupem słonia?
- A jа оstаtniо płynąc przez Morze Sargassowe włаsnoręcznie udusiłem wielorybа!
- Tаk, tаk ... A skoro już mowа o morzu ... Czy słyszałeś coś о Mоrzu Mаrtwym?
- Oczywiście.
- Tо włаśnie jа z brаtem zаbiliśmy je!

Oceń:

Kobieta narzeka w kolejce:
- Tyle lat już żyję w komunizmie i mimo ciągłych obietnic jest coraz gorzej, a nie lepiej.
Na to stojący obok milicjant:
- Nie narzekajcie kobieto, pomyślcie na przykład o ludziach żyjących na Saharze, oni nawet nie mają wody!
- O Boże ... - jęknęła kobieta. - To ile lat rządzą tam komuniści?!

Oceń:

- Bacо, gdzieście się tak nauczyli drzewо rąbać?
- Na Gobi.
- Yyy, Bacо kłamiecie. Przecież Gobi tо pustynia.
- Nо, teraz już tak.

Oceń:

Na Saharze spotykają się dwaj Beduini. Jeden z nich jedzie na wielbłądzie powoli, noga za noga. Drugi przeciwnie, popędza zwierze pejczem.
- Dlaczego tak pędzisz? - pyta się pierwszy. - Przecież przy tym upale zwierze strasznie się rozgrzewa.
- O, nie, wprost przeciwnie. Im szybciej biegnie, tym skuteczniej chłodzi go powietrze.
Ledwo to powiedział, zwierze padło trupem.
- A nie mówiłem! Przeziębił się, biedak.

Oceń:

Przytułek gdzieś w okolicach Londynu, XIX wiek. Oliver Twist podchodzi do pracownika przytułku i prosi go o dokładkę zupy. Jako, że przytułki miały z góry zarządzone, żeby nie podawać dokładek, pracownik odmówił, skarcił Olivera i urządził mu ostre lanie. Następnego dnia tak samo - Oliver prosi o dokładkę, pracownik go karci i bije. Sytuacja ta powtórzyła się kilka razy, aż mężczyzna w końcu spytał chłopca, czemu ciągle prosi o dokładkę, skoro i tak zostaje za te prośby pobity. Pyta się więc go:
- Czy ten żurek jest taki dobry, że chcesz go więcej pomimo bicia?
- Nie, mi się po prostu te bicie podoba.

Oceń:

Charles Dickens miał blokadę twórczą… Miał kontrakt, termin na nową powieść, ale nie zdążył nawet wymyślić tytułu. Wszedł do miejscowego pubu i poprosił barmana o Martini. Barman na to:
- Olive czy Twist?

Oceń:

Na bazarze Gruzin handluje winem:
- Zapraszam!!! Najlepsze wina w okolicy!!!
Podchodzi mężczyzna:
- Ma Pan Khvanchkara?
- Mam.
- To proszę butelkę.
Gruzin bierze butelkę, ogromną chochlą nalewa wino z wielkiej kadzi, przykleja etykietkę i wręcza butelkę mężczyźnie.
- Proszę... Prawdziwa Khvanchkara.
- A Kindzmarauli też pan ma, może?
- Oczywiście!
- To też jedną butelkę poproszę.
Gruzin bierze butelkę, ogromną chochlą nalewa wino z tej samej kanki, przykleja nalepkę i wręcza butelkę mężczyźnie.
- Proszę... Prawdziwa Kindzmarauli.
- To jeszcze poproszę Chateau malabut - decyduje się mężczyzna.
- Ma pan?
- Oczywiście! Wino mam, ale etykietek zabrakło...

Oceń:

- Co to jest: Zielone, duże i jak spadnie z nieba to może zabić?
- Stół do bilarda!

Oceń:

Pewnego razu Szwed, Duńczyk i Szwed chcieli dostać się do piwnicy z ziemniakami. Pierwszy zszedł Szwed, ale zaklął szpetnie, ponieważ nie mógł otworzyć drzwi. Bóg powiedział wtedy: Jeśli przeklinasz to nie pójdziesz do nieba.

Następnie wszedł Duńczyk, ale on również zaklął, ponieważ nie mógł otworzyć drzwi. Wtedy powiedział Bóg: Jeśli przeklinasz, nie pójdziesz do nieba. Następnie wszedł Norweg i również zaklął, ponieważ nie mógł otworzyć drzwi. Wtedy Bóg powiedział: Jeśli przeklinasz, nie pójdziesz do nieba. Wtedy Norweg odpowiedział: Ja nie chciałem iść do nieba, tylko zejść do tej cholernej piwnicy z ziemniakami!

Oceń:

Pewnego razu Norweg, Duńczyk i Szwed poszli do lasu na spacer. Norweg był głuchy, Duńczyk był ślepy, a Szwed był sparaliżowany od pasa w dół i jeździł na wózku. Po jakimś czasie doszli do magicznej jaskini, która znajdowała się w lesie, gdzie każdy z nich mógł spełnić jedno swoje życzenie. Pierwszy do jaskini wszedł Norweg. Po chwili wyszedł z niej i wykrzyczał przeszczęśliwy: Chłopaki, ja słyszę! Po nim wszedł Duńczyk i wyszedł równie szczęśliwy: Chłopaki, ja widzę! Ostatni, lecz nie mniej ważny, do jaskini wjechał Szwed. Po chwili wyszedł z jaskini i krzyknął: Chłopaki, patrzcie, nowe koła!

Oceń:

Pewnego razu Norweg, Duńczyk i Szwed mieli pójść do nieba. Bóg powiedział, że będzie opowiadał im żarty na każdy z 3000 kroków aż do bram niebieskich, lecz jeżeli zaśmieją się chociaż raz, to nie wejdą przez nie. Po 1000 krokach Norweg roześmiał się i nie poszedł do nieba. Po 2000 krokach zaśmiał się również Duńczyk, który również nie dostąpił zbawienia. Kiedy Bóg i Szwed dotarli do końca wędrówki Szwed zaczął się śmiać. Bóg zapytał, co jest w tym takiego śmiesznego. Wtedy odpowiedział Szwed:

– Właśnie zrozumiałem ten pierwszy.

Oceń:

Pewnego razu byli sobie Szwed, Duńczyk i Norweg, którzy pracowali na dachu wysokiego na 20 metrów budynku. Po kilku godzinach pracy mieli przerwę na lunch.

Norweg: – Fuj, żona znowu zrobiła mi kanapkę z serem. Jeśli jutro znowu dostanę ser, skoczę z dachu.

Duńczyk: – Fuj, żona znowu zrobiła mi kanapkę z pasztetem. Jeśli dostanę to samo jutro, również skoczę z dachu.

Szwed: Fuj, żona znowu zrobiła mi kanapkę z szynką. Jeśli dostanę to samo jutro, również skoczę z dachu.

Następnego dnia Norweg dostał w kanapce ser i zeskoczył z budynku. Duńczyk dostał pasztet i zrobił to samo. Szwed miał w kanapce szynkę i dołączył do kolegów.

W wiadomościach przeprowadzono wywiad z żonami pracowników:

Żona Norwega: – Ach, gdyby tylko dał znać, to nigdy więcej nie zrobiłabym mu kanapki z serem!

Żona Duńczyka: – Ach, gdyby tylko dał znać, to nigdy więcej nie zrobiłabym mu kanapki z pasztetem!

Żona Szweda: – Na mnie nie patrzcie, sam sobie robił lunch.

Oceń:

Norsken, svensken og dansken treffer politiet Det var en gang en norske, svenske og en danske! Svensken kunne bare si: – Ja! Dansken kunne bare si: – Kniv og gaffel! Norsken kunne bare si – Jippi! Da kom en politibil kjørende forbi, og politimannen spurte: – Har dere drept noen? Svensken: – Ja! Politimannen: – Med hva da? Dansken: – Kniv og gaffel! Politimannen: – Dette blir ti års fengsel. Norsken: – Jippi!

Oceń:

Syn po powrocie ze szkoły mówi do mamy:
- Mamo, mam największe stopy w całej trzeciej klasie. Czy to dlatego, że jestem adminem jeja.pl?
Matka na to:
- Nie. To dlatego, że masz dziewiętnaście lat.

Oceń:

Szwed, Norweg oraz Duńczyk zostali aresztowani we Francji podczas rewolucji francuskiej. Każdy z nich dostał wybór jaką śmiercią chce zginąć. Norweg wybrał ścięcie głowy gilotyną, ponieważ było to w tych czasach modne. 1 cal od jego głowy gilotyna zablokowała się. Francuzi uznali to jako znak od Boga i puścili go. Widząc to Duńczyk postanowił, że wybierze tę samą metodę. W jego przypadku stało się tak samo. Gilotyna zablokowała się, a Duńczyk został puszczony wolno. Nadeszła pora na Szweda.
- Jaką śmiercią chcesz zginąć? - zapytali Francuzi.
- Myślę, że przez powieszenie, skoro gilotyna nie działa.

Oceń:

Każdego roku, siedemnastego maja Szwedzi maszerując w paradzie po jednej stronie ulicy mijają Norwegów drepczących po drugiej. W tym momencie podstępni Szwedzi obrzucają przeciwników petardami. Niezrażeni Norwedzy podpalają petardy i odrzucają je z powrotem...

Oceń:

Pierwsze tysiąclecie przed naszą erą, z rozległych stepów zmierzało ku Europie plemię ugrogińskie. Pewnego dnia dotarli do znaku, na którym było napisane "Iść w lewo". Ci, któzy zrozumieli zostali Węgrami, ci któzy nie zrozumieli zostali Finami.

Oceń:

Jak poznasz, że spotkałeś Fina-ekstrawertyka?
-Podczas rozmowy patrzy na Twoje stopy zamiast na swoje!

Oceń:

Jaka jest różnica między głodnym żołądkiem a Finem, który chce zapytać o coś obcą osobę?
- Szybciej można usłyszeć pusty żołądek.

Oceń:

Przychodzi chłop łotewski do lekarza. Lekarz się pyta:
- Co chłopu dolega?
- Halucynacje z niedożywienia - odpowiada Łotysz.
I w istocie były to halucynacje. Nie było lekarza, była tylko mroźna zima i ciemność. I kapsēta jak okiem sięgnął. Taki los Łotyszy.

Oceń:

Wyróżniona gra

A może dowcipy na email?

Dodaj dowcip Poczekalnia (218)

Sortuj dowcipy w poczekalni

Kategorie w poczekalni

Losowe dowcipy

Polecane dowcipy

- A czemu hrabia Suworow nic nie je?
- On jest z klasy średniej, jadł już wczoraj.

Zobacz cały dowcip

Gdy mój tata dowiedział się, że mam wyimaginowaną dziewczynę, powiedział:
- Daj temu spokój, stać cię na więcej.
- Dzięki - odparłem - To wiele dla mnie znaczy.
- Mówiłem do niej.

Zobacz cały dowcip

Przychodzi facet z psem do pubu obejrzeć mecz reprezentacji Polski. Niestety przegrała
- No nie! Znowu? Mówi pies.
Wszyscy zdumieni patrzą na psa.
- Czy twój pies powiedział "No nie! Znowu?" Pyta barman
- Tak, zawsze tak mówi, kiedy Polska przegrywa.
- Zdumiewające. A co mówi kiedy wygrywamy?
- Nie wiem, mam go dopiero 2 lata.

Zobacz cały dowcip

Popularne kawały

Sprawa rozwodowa, mąż i żona mają po dziewięćdziesiąt pięć lat. Sędzia pyta:
- Dlaczego zdecydowali się państwo na rozwód w tym wieku?
- Czekaliśmy, aż dzieci pomrą.

Zobacz cały dowcip

Dawno dawno temu żyła sobie Zosia, która sprzedawała literki. Codziennie wstawała o siódmej, ubierała się i schodziła na dół sprzedawać literki. Nie zarabiała na tym dużo i nie miała za wiele pieniędzy, ale też nie głodowała. Pieniędzy starczało jej zwykle na zupę, a czasami, gdy trafił się bogatszy klient, który mógł sobie pozwolić nawet na trzy albo cztery literki, za zarobione pieniądze kupowała sobie do zupy kawałek chleba.
To był zwykły dzień. Zosia wstała, ubrała się i zeszła na dół sprzedawać literki. Po kilku minutach do jej sklepiku z literkami przyszła klientka, pani Ania, która miała piekarnię obok sklepiku Zosi.
Dzień dobry, Zosiu - powiedziała pani Ania - czy mogłabym cię prosić o literkę C?
Zosia podała pani Ani literkę C, a pani Ania zapłaciła, pożegnała się i wyszła.
Jakiś czas później, do sklepiku z literkami Zosi przyszedł kolejny klient. Profesor Alan poprosił Zosię o literkę A. Zosia podała mu ją, a profesor Alan podziękował, zapłacił za nią i wyszedł.
Tego dnia Zosia obsłużyła jeszcze czterech klientów. Zbliżała się już dziewiętnasta, Zosia zamierzała niedługo zamknąć sklep, ale dokładnie o osiemnastej pięćdziesiąt osiem do sklepu z literkami wszedł ostatni klient. DOCENT KAMYK, informowała przypinka przy jego garniturze. Klient wyglądał bardzo zamożnie, na takiego, który może sobie pozwolić nawet na trzy albo cztery literki. Docent podszedł do lady i obrzucił Zosię wyzywającym spojrzeniem.
- Dzień dobry - klient miał oschły głos.
- D-dzień d-dobry - wyjąkała Zosia.
- Usłyszałem, że można tu kupić literki. Czy to prawda? - Zosia pokiwała głową - Dobrze. W takim razie poproszę jeden alfabet.
Zosia zamarła. Klient który kupował trzy literki był bogaty, ale cały alfabet..? To się po prostu nie zdarzało!
- Na co czekasz? - Na te słowa Zosia rzuciła się na zaplecze, szykować literki. Była po całym dniu pracy w sklepie, a nie miała wszystkich literek. Zaczęła wykuwać nowe literki.
Zosia jeszcze nigdy się tak nie zmęczyła. Pracowała jak tylko umiała, a robiło się coraz później. Była już dwudziesta, kiedy Zosia skończyła robić literkę Z, a przecież musiała dzisiaj kupić sobie jeszcze zupę! Przybiła wszystkie literki do deseczki i zmordowana, podała ją zniecierpliwionemu klientowi. Ten popatrzył na Zosię krytycznie i popatrzył na otrzymany alfabet.
- Ale przecież tu nie ma literki O!
Zosia prawie wyrwała deseczkę z alfabetem z rąk docenta Kamyka. Popatrzyła na nią długo, ze strachem. Rzeczywiście. Nie było literki O. Zamiast niej, pomiędzy literkami N i P widniała tylko pusta przestrzeń.

ZOSIA ONIEMIAŁA.

Zobacz cały dowcip

Ciemna, deszczowa noc listopadowa. Do pubu na wsi w Anglii wchodzi dwóch dżentelmenów. Jeden pyta barmana:
- Czy w tej wsi jest duży czarny pies z białą obrożą?
- Nie
- A może w tej wsi jest duży czarny kot z białą obrożą?
- Nie
Pytający mówi do kolegi:
- Wiesz co John, chyba jednak przejechaliśmy pastora

Zobacz cały dowcip