Doktorant:
– Chciałbym być na Bahamach… Szybka łódka, super dziewczyny…
Puff! Zniknął.
Doktor:
– A ja na Hawajach.. Tancerki, drinki!!
Puff! Zniknął.
Profesor:
– Ci dwaj mają się stawić w laboratorium po lunchu…
Ojciec z małym Jasiem chodzą po parku. Po chwili byli świadkami zaręczyn:
– Tata, czemu on klęka przed tą Panią?
– A no widzisz bo on się tej pani oświadczył.
– A czemu wszyscy klaszczą? Skąd te kwiaty i orkiestra?
– No bo jest to ważny moment w ich życiu i go celebrują.
Jasiu złapał się za głowę i mówi:
– Ehh… Mama się wczoraj oświadczyła hydraulikowi a ja nawet laurki nie narysowałem…
Pies spawacz wchodzi do baru i mówi do barmana:
Poproszę… (barman przerywa)
Barman: O cholera… Przecież ty mówisz! Powinieneś w cyrku pracować.
Pies: W cyrku? Co ja tam bym niby miał spawać.
Jasiu zbuntowany krzyczy na mamę: Kup mi rower!
– Jasiu, nie ma opcji. Rower jest bardzo drogi a poza tym byłeś strasznie niegrzeczny.
– Hm.. A możemy się chociaż razem pobawić?
– Oczywiście Jasiu, że możemy – w co chcesz się bawic?
– Pobawimy się w rodzinę. Ja jestem ojcem ty mamą – idź poczekać w sypialni.
– Mama lekko zszokowana przyszła w szlafroku i piżamie do sypialni.
– Jasiu wchodzi wkurzony, ręce założone i krzyczy:
– Przebieraj się do cholery. Idziemy Jasiowi rower kupić.
Nad morzem młoda, zgrabna kobieta weszła na automatyczną wagę, wrzuca monetę i patrz z niezadowoleniem:
-Ściąga kurtkę, buty, znowu wrzuciła 2zł – znów niezadowolona z wyniku. Ściągnęła bluzkę, i nadal mina blada…
Stoi zrezygnowana na wadze i myśli co by tu jeszcze zrobić – po chwili podchodzi do niej starszy Pan, daje jej w ręce 20 monet po 2 zł i mówi:
– Prosze próbować dalej, ja stawiam!
Zdenerwowani pasażerowie czekają na start opóźnionego samolotu.
Siedzą tak i czekają, mija 3,4 godzina, po chwili widzą pilotów. Pierwszy idąc pomaga sobie białą laską a drugi jest prowadzony przez psa przewodnika. Weszli do kokpitu. Odpalili samolot i zaczęli kołowanie. Po chwili ruszają, do końca pasa zostało 600 metrów, 400 metrów, 150 metrów i nagle pasażerowie zaczęli wrzeszczeć w panice ale samolot cudem przed końcem pasa się uniósł.
Zdenerwowani piloci mówią do siebie w kabinie: ty, jak kiedyś nie krzykną to się rozpie*****my.
Na ławce w parku siedzi młody chłopak i wcina cukierek za cukierkiem.
Starszy pan obok mówi:
– Młodzieńcze, jak będziesz jadł tyle słodyczy, to szybko stracisz zęby.
Chłopak patrzy na niego i odpowiada:
– A mój dziadek miał 110 lat i wszystkie zęby!
– Naprawdę? Jadł tyle cukierków co ty?
– Nie, po prostu nie wtrącał się w cudze sprawy.
Stirlitz, jak sądzicie, co jest bardziej pożyteczne: radio czy gazeta? – zapytał Mueller, mrużąc podejrzliwie oczy.
– Bez wątpienia gazeta. W radio nie da się przecież zawinąć śledzia – odpowiedział z kamienną twarzą Stirlitz.
Starszy pan zaprosił dawnego znajomego na kawę.
Siedzą, gawędzą, a obok po pokoju kręci się kilkuletnia dziewczynka.
W pewnej chwili gospodarz woła:
– Magisterko! Dolej nam kawy! Mała pobiegła do kuchni, a kolega mówi zaskoczony:
– „Magisterka” to oryginalne imię…
– A co ja poradzę? – wzdycha gospodarz. – Wysłałem córkę na studia, a z tym wróciła!
31 grudnia. Jasio pyta mamę:
– Mamo, może zaprosimy na Sylwestra tych, którzy co roku do nas przychodzą?
– Dobrze, Jasiu.
Jasio:
– Pooooolicjaaaaaaaaa!
Walentynkowy wieczór, chłopak szepcze czule do ucha dziewczyny:
– Kochanie, wypowiedz te słowa, które połączą nas na wieki…
– Jestem w ciąży!!!
Przychodzi babka do psychologa, wzrok podbity, suknia porwana, siniaki, strupy, włos zmierzwiony... Lekarz pyta:
- Co pani się stało?!
- Wie pan, moje relacje z mężem są nie najlepsze, a już zwłaszcza jak wypity przyjdzie do domu, to się na mnie wyżywa.
- Znam jedną metodę. Niech pani sobie zrobi mocny wywar z rumianku, a jak mąż przyjdzie napity, proszę po cichutku płukać sobie usta. I tak przez jakiś czas, aż nie pójdzie spać.
- I to pomoże?
- Pomoże, pomoże! To cudowny, ludowy sposób.
Za dwa tygodnie przychodzi babka. Ta sama, ale nie taka sama. Wypiękniała, zero siniaków, ubrana jak należy, promienieje pewnością siebie, uśmiech na twarzy...
- Jestem panu taka wdzięczna, taki cudowny sposób i taki prosty! W czym tkwi sekret?
- Rzecz w tym, proszę pani, żeby zamknąć się i milczeć - w takich sytuacjach pomaga zawsze!
Lato, upał trzydzieści stopni Celsjusza, w autobusie jedzie pijany facet, a obok niego stoi grube babsko, trzyma rękę na górnej poręczy, a pod pacha kudły jej wiszą długie jak cholera. Pijaczek chwiejąc się spogląda raz na te jej pachę i odwraca głowę z obrzydzeniem. Za chwile robi to powtórnie i w końcu nie wytrzymuje i mówi:
- Te, baletnica, nie za wysoko ta noga trochę?
Stary, nie uwierzysz, kogo poznałem! Jest niesamowita! Prawdziwa piękność! Zerknij na fotkę!
– Jeśli twierdzisz, że ona jest taka śliczna, to koniecznie powinieneś spotkać się z moją narzeczoną.
– Serio? Jest jeszcze większą pięknością?
– Nie, po prostu jest okulistką.
Idąc korytarzem, Stirlitz dostrzegł ogłoszenie o obowiązkowym czynie społecznym.
– „Wpadłem” – pomyślał błyskawicznie. Skierował się prosto do gabinetu Muellera.
– Gratuluję panu poczucia humoru – rzucił od progu.– Tak, przyznaję: jestem sowieckim agentem!
– – Dobra, dobra, Stirlitz… Nie zgrywajcie się. Odmaszerować! Gdy tylko drzwi się zamknęły, Mueller wykręcił numer do Kaltenbrunnera.
– Nie uwierzysz, co ten nasz poczciwy Stirlitz znowu wymyślił – zaśmiał się do słuchawki.
– Podał się za szpiega, żeby tylko wymigać się od sprzątania liści w czynie społecznym!
Mikołaj rozdał już wszystkie prezenty, ale zauważył, że Pinokio patrzy na swój podarek z wyraźnym przerażeniem.
– Co się stało, Pinokio? – pyta Mikołaj. Nie podoba ci się ten zwierzak?
– No… szczerze mówiąc, to marzyłem o piesku albo chociaż kotku..
– Przykro mi, chłopcze, ale w tym roku był taki popyt, że w magazynie pusto. Musiałem brać, co zostało pod ręką!
– No dobra, ja wszystko rozumiem – odpowiada drżącym głosem Pinokio – ale ja się po prostu panicznie boję tego bobra!
Na świeżo otwartym placu budowy kierownik przemawia do swoich robotników:
– Słuchajcie panowie, macie pracować rzetelnie, trzymać się projektu i nie marnować materiałów. Dajcie z siebie wszystko, bo stawiacie to dla własnego użytku.
– A co konkretnie tu powstaje, szefie?
– Izba Wytrzeźwień.
Autobus miejski. Nastolatek do kaszlącej starszej pani:
– Na zdrowie, babciu! – Przecież ja zakaszlałam, a nie kichnęłam, młody człowieku… – odpowiada zdziwiona staruszka. – Dla mnie to babcia mogła się nawet c**jem zadławić! Dla harcerza najważniejsza jest kultura osobista!
Sherlock Holmes i doktor Watson wybrali się na wspólny biwak w samym sercu lasu.
Po długim wieczorze spędzonym przy ognisku ułożyli się do snu. W środku nocy Holmes nagle budzi przyjaciela:
– Watsonie, czy ty śpisz?
– Nie, Sherlocku…
– Spójrz w górę i powiedz mi, co widzisz? Watson przeciera oczy, spogląda w niebo i odpowiada:
– Widzę miliony gwiazd, mój drogi Holmesie.
– I do jakich wniosków cię to skłania, Watsonie?
– Doktor ożywił się nieco i zaczął swój wywód: – To zależy od perspektywy. Z astronomicznego punktu widzenia mówi mi to, że istnieją miliony galaktyk i miliardy planet. Z punktu widzenia astrologii widzę, że Saturn jest w znaku Lwa. Pod kątem meteorologii wnioskuję, że jutro będziemy mieli piękną pogodę. Z kolei z perspektywy futurystycznej sądzę, że kiedyś ludzkość poleci do gwiazd… A tobie co to mówi, Sherlocku?
– Holmes milczał przez chwilę, po czym odparł ze spokojem: – Mnie to mówi, Watsonie, że ktoś nam ukradł namiot!
Dom Stirlitza został szczelnym kordonem otoczony przez agentów Gestapo.
Otwieraj! – wrzasnął Mueller, głośno waląc w drzwi.
– Stirlitza nie ma w domu! – odkrzyknął ze środka Stirlitz. W ten oto genialny sposób pułkownik Isajew już po raz piąty wyprowadził Gestapo w pole.
Żona, świeżo upieczona posiadaczka prawa jazdy, siedzi za kółkiem i z przerażeniem patrzy na drogę:
– Patrz, Edek, co za szalony człowiek! – woła do męża. – Ten facet już od dobrej minuty biegnie tuż przed maską naszego samochodu. Wygląda, jakby koniecznie chciał, żeby go przejechać! Co mam teraz zrobić?
– Może po prostu zjedź z chodnika… – odpowiada spokojnie mąż.
Pewnego popołudnia Pinokio podchodzi do Dżepetta z bardzo poważną miną:
– Tato, musisz mi pomóc. Zakochałem się po uszy! Dżepetto, nieco urażony, odpowiada:
– ak to? Przecież to ja cię stworzyłem, dbałem o ciebie, a teraz ktoś inny jest ważniejszy?
– Tato, proszę, nie gniewaj się. To naprawdę wielkie uczucie. Zrób to dla mnie! Dżepetto w końcu ulega:
– No dobrze, synu. Skoro to takie ważne… co mam zrobić?
– Weź dłuto i wywierć mi dziurę w tyłku.
Łapka w górę
Łapka w dół
Trwa ceremonia pogrzebowa.
Starsza, zapłakana wdowa stoi nad grobem swojego małżonka. W pewnym momencie podchodzi do niej grabarz i, chcąc zagaić rozmowę, pyta cicho: – Przepraszam najmocniej, a ile lat miał mąż?
– Dziewięćdziesiąt osiem.
– Rozumiem. A pani w jakim jest wieku, jeśli wolno spytać?
– Dziewięćdziesiąt siedem.
– To tak szczerze mówiąc… opłaca się pani w ogóle jeszcze wracać do domu?
Co zrobi przeciętny polski kibic w momencie, gdy nasza kadra narodowa zdobędzie w końcu puchar Euro?
Zapisze stan gry na konsoli, wyłączy telewizor i pójdzie spać.
Mężczyzna łapie okazję. Zatrzymuje się ciężarówka, pasażer wsiada i ruszają.
Po pewnym czasie pojazd słabnie, silnik wyje, a szofer redukuje biegi, aż auto staje. Kierowca wyciąga kij bejsbolowy, wyskakuje i okłada nim plandekę. Autostopowicz jest w szoku, ale milczy, widząc wściekłość kierowcy. Jadą dalej, lecz sytuacja znów się powtarza. Gdy tir staje i szofer ponownie sięga po kij, pasażer nie wytrzymuje i pyta, o co chodzi. – Widzi pan – mówi kierowca – mam na pace trzydzieści ton kanarków, a dopuszczalna ładowność to tylko dwadzieścia ton. Po prostu połowa z nich musi cały czas latać!
Noc na obozie harcerskim. Rozlega się głośny szloch, więc do sali wbiega drużynowy.
– Co się dzieje?!
– Druh Roman bez przerwy płacze.
– Z jakiego powodu?
– Twierdzi, że w domu zawsze przed snem dostaje czekoladę…
– C**j mu du*ę, a nie czekoladę! – wrzasnął!
– Próbowaliśmy już tego, ale on płacze dalej…
Harcerz spaceruje zimą wzdłuż brzegu jeziora.
Mija wędkarza przy przeręblu, a po chwili dociera do niego rozpaczliwe wołanie:
– Pomocy! Lód się załamał! Tonę!
Harcerz mruczy pod nosem:
– I po co te wrzaski? Medal za ratownictwo mam już dawno zdobyty.
Po zakończonej mszy Jasiu podchodzi do zakrystii i mówi do proboszcza:
– Proszę księdza, dzisiejsze kazanie było po prostu zajebiste!
– Synu! – oburza się duchowny. – Co to za słownictwo? W tym miejscu nie godzi się tak wyrażać!
– Ale proszę księdza, ono naprawdę było zajebiste!
– Opamiętaj się, dziecko, dopóki jeszcze masz czas na pokutę! – upomina go kapłan.
– Było tak zajebiste, że postanowiłem właśnie ofiarować tysiąc złotych na potrzeby parafii.
– Pie**olisz?! – krzyknął uradowany ksiądz.
Przed kościołem uszkodził się płot
Więc proboszcz zakasał rękawy i sam zabrał się do naprawy. Obok przystanęła grupka dzieci, które z ogromnym skupieniem przyglądały się jego pracy. Ksiądz w końcu zagadnął:
– Co, moje dzieci, patrzycie tak uważnie, żeby się nauczyć, jak wbijać gwoździe?
Nie, proszę księdza – odpowiedział jeden z chłopców.
– My po prostu czekamy na to, co ksiądz powie, jak się uderzy młotkiem w palec!
Trzech chłopców licytuje się, czyj wujek cieszy się większym szacunkiem i prestiżem:
Pierwszy mówi:
– Mój wujek jest proboszczem i absolutnie każdy w parafii zwraca się do niego „proszę księdza”.
Drugi:
– To jeszcze nic! Mój wujek jest biskupem i kiedy idzie przez miasto, wszyscy mówią do niego „Wasza Eminencjo”.
Trzeci:
– Mój wujek waży dwieście kilo. Kiedy tylko pojawia się na ulicy, wszyscy ludzie od razu krzyczą: „O mój Boże!”
- Kochanie, co to jest ten spalony?
- Dobrze Mariolka, widzisz ten kotlet na moim talerzu?
- Widzę.
- No więc... Wystarczyło podać wcześniej.
Ojciec w kuchni przygotowuje mięsny farsz. Wchodzi córka i mówi:
- Tato, poznaj Krzyśka. On z nami zamieszka.
Ojciec w tym czasie mielący mięso nawet nie odwraca głowy i mówi:
- W samą porę, bo z Tomka już tylko te resztki nam zostały na farsz.
Facet wszedł do gabinetu psychiatry, rozejrzał się:
- Przepraszam, chciałem wejść do dentysty, ale coś mi mówi, że źle trafiłem.
- Nie, nie. Jeżeli coś do ciebie mówi, to dobrze trafiłeś.
Przychodzi facet do baru i prosi o dwie pięćdziesiątki wódki.
- Może jedną setkę - proponuje barman.
- Nie, jedna jest za mojego kolegę na morzu, a druga dla mnie.
I tak codziennie przez dłuższy czas.
Po pewnym czasie przychodzi ten sam facet i prosi o jedną pięćdziesiątkę.
- Co się stał? Przyjaciel utonął?
- Nie. Ja przestałem pić.
Mąż dzwoni do żony i od razu zadaje pytanie:
- Kochanie, z czym była dzisiejsza zupa?
- Z sekretnym składnikiem - Odpowiada żona.
- To go wyjaw, bo lekarze nie wiedzą, co robić...
Skąd wiadomo, że Koreańczycy lubią miód?
- Wybudowali Seul.