Poczekalnia dowcipów

Lubisz kukurydzę?
To opierdol mi kolbę

Oceń:

Przychodzi pacjent do lekarza:
— Doktorze, bolą mnie oczy, kiedy piję kawę.
— To niech pan wyjmie łyżeczkę z kubka.

Oceń:

Mąż rozmawia z żoną:
— Kochanie, idź do sklepu po chleb. A jak będą jajka, kup dziesięć.
Żona wraca z dziesięcioma chlebami.
— Dlaczego tyle chleba?
— No bo były jajka.

Oceń:

– Kochanie, wyniosłeś śmieci?
– Tak.
– A dlaczego wróciłeś?

Oceń:

Anglik, Amerykanin i Rosjanin zakładają się, kto opowie największą bzdurę.
- Dżentelmen z Londynu... - rozpoczyna Anglik - przepłyną Atlantyk w zwykłej wannie.
- Dżentelmen z Bostonu... - przebija Amerykanin - skoczył z otwartym parasolem z dachu wieżowca i cały czas paląc cygaro wylądował bezpiecznie na ziemi.
Zabiera głos Rosjanin:
- Dżentelmen z Moskwy...
- Wygrałeś - mówi Anglik.
- Wygrał - zgadza się Amerykanin.

Oceń:

- Co robi Niemiec, jak mu mucha wpadnie do kieliszka z winem?
- Woła kelnera i każe wymienić kieliszek.
- A co robi wtedy Francuz?
- Wyławia muchę i pije dalej wino.
- A co robi w takiej sytuacji Polak?
- Bierze muchę za skrzydełka, tłucze jej główką o ścianki kieliszka krzycząc:
- Wypluj..

Oceń:

Dwaj przyjaciele rozmawiają w kawiarni.
– Wiesz Zenek, że prawie każdy człowiek ma jakieś nawyki?
– Serio? Ja też mam jakieś?
– Tak, Ty Zenek na chociażby zawsze mieszasz herbatę z cukrem lewą ręką.
– No i co z tego?
– Większość osób robi to łyżeczką.

Oceń:

Przychodzi facet do sklepu i mówi:
– Poproszę jakieś trudne puzzle.
– Pustynia, 500 części – proponuje sklepikarz.
– Nie, to zbyt łatwe.
– To może ocean, 3 tysiące części?
– Nie macie nic trudniejszego?
– Panie! Jak pan chce trudne puzzle, to niech pan idzie do piekarni kupi bułkę tartą i poskłada z niej rogala.

Oceń:

Przed sądem staje mężczyzna. Sędzia pyta:
– Czy to prawda, że oskarżony sprzedawał sok pomidorowy w butelkach twierdząc, że to eliksir młodości?
– Tak, wysoki sądzie.
– A czy oskarżony był już wcześniej za to karany?
– Tak, w roku 1670, 1871 i 1954.

Oceń:

Na jakim kanale można obejrzeć sukcesy reprezentacji Polski w piłce nożnej?
na TVP Historia

Oceń:

Leży dziwka na autostradzie i zatrzymuje się samochód. Wychodzi kierowca i pyta:
- Pani ranna?
- Nie, całodobowa.

Oceń:

Synek do mamy:
- Mamo mogę iść na imprezę?
- A będzie tam alkohol?
- Oczywiście, że nie!
- No to po co tam idziesz?

Oceń:

Kto jest prawdziwym przyjacielem człowieka, żona czy pies?

Zamknij żonę i psa w bagażniku na godzinę i otwórz bagażnik. Jak myślisz, które ucieszy się na twój widok?

Oceń:

Ojciec mówi do 3 synów:

-Słuchajcie, teraz kiedy będziecie mieszkać w Hiszpanii powinniście mieć bardziej hiszpańskie imiona. Grzegorz, ty teraz jesteś Gui, Marek, ty teraz się nazywasz Mui...

Hubert: Tato, ja chyba jednak nie jadę

Oceń:

Czterech emerytów wybrało się na wakacje do Gdyni.
Spacerując po mieście, nagle zauważyli knajpkę z napisem: „Wszystkie drinki po 10 groszy”. Zaskoczeni tak niską ceną, postanowili wejść do środka. Lokal był przytulny, czysty, przestronny i pełen klientów. Od razu przywitał ich uprzejmy barman:
– Witam panów! Proszę, tu jest miejsce. Co podać?
– Poprosimy cztery kieliszki martini – odpowiedzieli.
– Już podaję… To będzie 40 groszy – odparł barman.
Panowie spojrzeli po sobie, zapłacili, wypili i zamówili kolejną rundę.
Znowu zapłacili 40 groszy. Po jeszcze jednym martini znów 40 groszy. W końcu jeden z nich nie wytrzymał i zapytał barmana:
– Proszę nam wyjaśnić, dlaczego u was jest tak tanio?
– Wie pan – zaczął barman – przez wiele lat byłem marynarzem, ale zawsze marzyłem o własnej knajpce. Gdy wygrałem na loterii 25 milionów dolarów, wróciłem do Polski, kupiłem lokal i ponieważ lubię ludzi, postanowiłem sprzedawać tanie drinki. Mając takie pieniądze, nie muszę zarabiać. Robię to, co kocham, poznając przy okazji ciekawych ludzi.
Jeden z emerytów zachwycony zapytał:
– To piękna historia! A dlaczego tamci trzej panowie w kącie siedzą już 40 minut i nic nie zamawiają?
– A, to ci – uśmiechnął się barman – przyjechali z Poznania i czekają, bo od 18:00 wszystko będzie o połowę tańsze.

Oceń:

Płynie łódką niewidomy i jednoręki.
Jednoręki wiosłuje zawzięcie, aż tu nagle na środku jeziora, wiosło wypada mu z jedynej ręki i mówi:
– No tośmy, ku*wa, dopłynęli.
No i niewidomy wysiadł.

Oceń:

Przychodzi zmartwiony gość do lekarza:
– Proszę powiedzieć doktorze – to poważna sprawa?
– Na pańskim miejscu długich seriali już bym nie zaczynał oglądać.

Oceń:

Żołnierze ostrzeliwują się każdego dnie i nikt nie ginie. W końcu generał polski wpada na myśl i mówi do żołnierzy:
– Jakie jest najczęstsze imię w Niemczech?
– Hans panie generale.
No więc polski żołnierz krzyczy:
– Hans!
– Ja.
I ginie
– Hans!
– Ja.
A z okopu niemieckiego za każdym razem podnosi się żołnierz i go zestrzeliwują. I tak dziesiątkują Niemców, co krzyknął Hans, to już ktoś wstanie i nie żyje. W okopie niemieckim generał niemiecki do żołnierzy:
– Jak tak dalej będzie to nas wszystkich wybiją. Jakie jest popularne imię w Polsce? ?
– Zdzisiu. – odpowiadają.
Więc krzyczą:
– Zdzisiu!!
Nikt nie wstaje.
– Zdzisiu!!
Nikt nie wstaje.
Zdzisiu!!
A w końcu z okopu polskiego dobiega głos:
– Zdzisia nie ma pojechał na wakacje, to Ty Hans?
– Ja…

Oceń:

Gdy ci czarny kot przebiegnie drogę nie myśl, że to pech. Wyrwij kotu z dupy nogę, będzie biegł na trzech.

Oceń:

Przychodzi pies spawacz do lekarza i mówi "Panie doktorze, bo mnie tak brzuch boli, brzuch boli od pizzy"

Oceń:

Przychodzi pies spawacz do lekarza, a lekarz na to spacja spacja spacja"słyszał Pies żart o babie?"

Oceń:

Jezus, Chuck Norris i stara baba szli przez las. Trafili na rzekę, Jezus przeszedł po wodzie, Chuck też a baba utonęła. Jezus mówi do Chucka :
~ Mogliśmy jej powiedzieć żeby szła po palach...
= Po jakich palach ?

Oceń:

Przychodzi baba do lekarza, a lekarz na to "słyszała Pani żart o psie spawaczu?"

Oceń:

Jaki jest szczyt lenistwa?
– Położyć się na nagiej babie i czekać na trzęsienie ziemi.

Oceń:

Do baru wchodzi mężczyzna, zamawia setkę i wyciąga z kieszeni naparstek, do którego odlewa trochę alkoholu.
Z drugiej kieszeni sięga po małego, kilkucentymetrowego ludzika, którego stawia na barze, ofiarując mu naparstek. Barman, zdumiony, przygląda się tej scenie.
-Panie, skąd pan wytrzasnął takiego krasnala? – pyta.
-Wie pan, byliśmy razem w Afryce… Wędrowaliśmy przez dżunglę i zobaczyliśmy, jak tubylcy tańczą wokół ogniska. A w środku, wzruszający obrazek – kolorowo pomalowany człowiek wywija grzechotnikami. I co mu wtedy, Jędrek, powiedziałeś? Że jest dupą, a nie czarodziejem!

Oceń:

Żona wyjechała w delegację więc do przedszkola syna zawozi ojciec:
– To nie jest nasze dziecko. – mówi przedszkolanka w pierwszym przedszkolu.
– Niestety, nie kojarzymy tego chłopca. – słyszy w drugim przedszkolu.
Jadą do trzeciego, czwartego… Wszędzie słyszą to samo. W końcu syn się wkurzył i mówi:
– Tato, jeszcze jedno przedszkole i jedziemy do szkoły bo się zaraz na lekcje spóźnię!

Oceń:

Doktorant:
– Chciałbym być na Bahamach… Szybka łódka, super dziewczyny…
Puff! Zniknął.
Doktor:
– A ja na Hawajach.. Tancerki, drinki!!
Puff! Zniknął.
Profesor:
– Ci dwaj mają się stawić w laboratorium po lunchu…

Oceń:

Jasiu idzie z ojcem przez park. Przed nimi idzie dość krągła kobieta. Jasiu mówi:
– Tata, ale ta Pani jest wielgachna.
– Jasiu, tak nie mów! Nie wolno, można kogoś obrazić.
Po chwili Jasiu znowu:
– Tata, ona ma dupe jak stodołe.
– Jasiu, jeszcze raz powiesz coś brzydkiego na tą Panią… To Ci natrzaskam na tyłek.
Idą sobie, idą. Po chwili kobiecie w torebce dzwoni dzwonek „pi, pi, pi, pi”
– Na co Jasiu woła: tata, spier****my, będzie cofała.

Oceń:

Ojciec z małym Jasiem chodzą po parku. Po chwili byli świadkami zaręczyn:
– Tata, czemu on klęka przed tą Panią?
– A no widzisz bo on się tej pani oświadczył.
– A czemu wszyscy klaszczą? Skąd te kwiaty i orkiestra?
– No bo jest to ważny moment w ich życiu i go celebrują.
Jasiu złapał się za głowę i mówi:
– Ehh… Mama się wczoraj oświadczyła hydraulikowi a ja nawet laurki nie narysowałem…

Oceń:

Pies spawacz wchodzi do baru i mówi do barmana:
Poproszę… (barman przerywa)
Barman: O cholera… Przecież ty mówisz! Powinieneś w cyrku pracować.
Pies: W cyrku? Co ja tam bym niby miał spawać.

Oceń:

Jasiu zbuntowany krzyczy na mamę: Kup mi rower!
– Jasiu, nie ma opcji. Rower jest bardzo drogi a poza tym byłeś strasznie niegrzeczny.
– Hm.. A możemy się chociaż razem pobawić?
– Oczywiście Jasiu, że możemy – w co chcesz się bawic?
– Pobawimy się w rodzinę. Ja jestem ojcem ty mamą – idź poczekać w sypialni.
– Mama lekko zszokowana przyszła w szlafroku i piżamie do sypialni.
– Jasiu wchodzi wkurzony, ręce założone i krzyczy:
– Przebieraj się do cholery. Idziemy Jasiowi rower kupić.

Oceń:

Nad morzem młoda, zgrabna kobieta weszła na automatyczną wagę, wrzuca monetę i patrz z niezadowoleniem:
-Ściąga kurtkę, buty, znowu wrzuciła 2zł – znów niezadowolona z wyniku. Ściągnęła bluzkę, i nadal mina blada…
Stoi zrezygnowana na wadze i myśli co by tu jeszcze zrobić – po chwili podchodzi do niej starszy Pan, daje jej w ręce 20 monet po 2 zł i mówi:
– Prosze próbować dalej, ja stawiam!

Oceń:

Zdenerwowani pasażerowie czekają na start opóźnionego samolotu.
Siedzą tak i czekają, mija 3,4 godzina, po chwili widzą pilotów. Pierwszy idąc pomaga sobie białą laską a drugi jest prowadzony przez psa przewodnika. Weszli do kokpitu. Odpalili samolot i zaczęli kołowanie. Po chwili ruszają, do końca pasa zostało 600 metrów, 400 metrów, 150 metrów i nagle pasażerowie zaczęli wrzeszczeć w panice ale samolot cudem przed końcem pasa się uniósł.
Zdenerwowani piloci mówią do siebie w kabinie: ty, jak kiedyś nie krzykną to się rozpie*****my.

Oceń:

– Co ludzie najczęściej zwracają?
– Flaszkę. Ale niestety nie do sklepu.

Oceń:

Na ławce w parku siedzi młody chłopak i wcina cukierek za cukierkiem.
Starszy pan obok mówi:
– Młodzieńcze, jak będziesz jadł tyle słodyczy, to szybko stracisz zęby.
Chłopak patrzy na niego i odpowiada:
– A mój dziadek miał 110 lat i wszystkie zęby!
– Naprawdę? Jadł tyle cukierków co ty?
– Nie, po prostu nie wtrącał się w cudze sprawy.

Oceń:

Stirlitz, jak sądzicie, co jest bardziej pożyteczne: radio czy gazeta? – zapytał Mueller, mrużąc podejrzliwie oczy.
– Bez wątpienia gazeta. W radio nie da się przecież zawinąć śledzia – odpowiedział z kamienną twarzą Stirlitz.

Oceń:

Starszy pan zaprosił dawnego znajomego na kawę.
Siedzą, gawędzą, a obok po pokoju kręci się kilkuletnia dziewczynka.
W pewnej chwili gospodarz woła:
– Magisterko! Dolej nam kawy! Mała pobiegła do kuchni, a kolega mówi zaskoczony:
– „Magisterka” to oryginalne imię…
– A co ja poradzę? – wzdycha gospodarz. – Wysłałem córkę na studia, a z tym wróciła!

Oceń:

31 grudnia. Jasio pyta mamę:
– Mamo, może zaprosimy na Sylwestra tych, którzy co roku do nas przychodzą?
– Dobrze, Jasiu.
Jasio:
– Pooooolicjaaaaaaaaa!

Oceń:

Walentynkowy wieczór, chłopak szepcze czule do ucha dziewczyny:
– Kochanie, wypowiedz te słowa, które połączą nas na wieki…
– Jestem w ciąży!!!

Oceń:

Przychodzi babka do psychologa, wzrok podbity, suknia porwana, siniaki, strupy, włos zmierzwiony... Lekarz pyta:
- Co pani się stało?!
- Wie pan, moje relacje z mężem są nie najlepsze, a już zwłaszcza jak wypity przyjdzie do domu, to się na mnie wyżywa.
- Znam jedną metodę. Niech pani sobie zrobi mocny wywar z rumianku, a jak mąż przyjdzie napity, proszę po cichutku płukać sobie usta. I tak przez jakiś czas, aż nie pójdzie spać.
- I to pomoże?
- Pomoże, pomoże! To cudowny, ludowy sposób.
Za dwa tygodnie przychodzi babka. Ta sama, ale nie taka sama. Wypiękniała, zero siniaków, ubrana jak należy, promienieje pewnością siebie, uśmiech na twarzy...
- Jestem panu taka wdzięczna, taki cudowny sposób i taki prosty! W czym tkwi sekret?
- Rzecz w tym, proszę pani, żeby zamknąć się i milczeć - w takich sytuacjach pomaga zawsze!

Oceń:

Sala operacyjna, trzech ginekologów opowiada sobie żart. Ale jeden z nich zdał sobie sprawę, że jednak są w pracy, w dodatku mają pod opieką czyjeś zdrowie. Powiedział więc do pozostałych:
- Dobra panowie, odłóżmy jaja na bok.

Oceń:

Lato, upał trzydzieści stopni Celsjusza, w autobusie jedzie pijany facet, a obok niego stoi grube babsko, trzyma rękę na górnej poręczy, a pod pacha kudły jej wiszą długie jak cholera. Pijaczek chwiejąc się spogląda raz na te jej pachę i odwraca głowę z obrzydzeniem. Za chwile robi to powtórnie i w końcu nie wytrzymuje i mówi:
- Te, baletnica, nie za wysoko ta noga trochę?

Oceń:

Przychodzi baba do lekarza cała w muchach, a lekarz pyta "co Pani jest?" Zostałam zmuszona.

Oceń:

Przychodzi baba do lekarza, a lekarz na to "co Pani dolega?"

Oceń:

Śmiałem się wczoraj z dziadkiem do utraty tchu.
Dziadek wygrał…

Oceń:

Stary, nie uwierzysz, kogo poznałem! Jest niesamowita! Prawdziwa piękność! Zerknij na fotkę!
– Jeśli twierdzisz, że ona jest taka śliczna, to koniecznie powinieneś spotkać się z moją narzeczoną.
– Serio? Jest jeszcze większą pięknością?
– Nie, po prostu jest okulistką.

Oceń:

Idąc korytarzem, Stirlitz dostrzegł ogłoszenie o obowiązkowym czynie społecznym.
– „Wpadłem” – pomyślał błyskawicznie. Skierował się prosto do gabinetu Muellera.
– Gratuluję panu poczucia humoru – rzucił od progu.– Tak, przyznaję: jestem sowieckim agentem!
– – Dobra, dobra, Stirlitz… Nie zgrywajcie się. Odmaszerować! Gdy tylko drzwi się zamknęły, Mueller wykręcił numer do Kaltenbrunnera.
– Nie uwierzysz, co ten nasz poczciwy Stirlitz znowu wymyślił – zaśmiał się do słuchawki.
– Podał się za szpiega, żeby tylko wymigać się od sprzątania liści w czynie społecznym!

Oceń:

Andrzejki nadchodzą wielkimi krokami…
Magda w zeszłym roku postanowiła powróżyć sobie z wosku. Przelała do miski z wodą niemal całą świecę. Kształt, który zastygł, do złudzenia przypominał pen*sa. „Super, w końcu trafi mi się jakiś porządny facet!”. Przepowiednia po części znalazła pokrycie w rzeczywistości… Cały kolejny rok Magdy był po prostu ch**owy.

Oceń:

Mikołaj rozdał już wszystkie prezenty, ale zauważył, że Pinokio patrzy na swój podarek z wyraźnym przerażeniem.
– Co się stało, Pinokio? – pyta Mikołaj. Nie podoba ci się ten zwierzak?
– No… szczerze mówiąc, to marzyłem o piesku albo chociaż kotku..
– Przykro mi, chłopcze, ale w tym roku był taki popyt, że w magazynie pusto. Musiałem brać, co zostało pod ręką!
– No dobra, ja wszystko rozumiem – odpowiada drżącym głosem Pinokio – ale ja się po prostu panicznie boję tego bobra!

Oceń:

Wyróżniona gra

A może dowcipy na email?

Dodaj dowcip Poczekalnia (218)

Sortuj dowcipy w poczekalni

Kategorie w poczekalni

Losowe dowcipy

Polecane dowcipy

Usunąłem konto na Facebooku. Teraz w sporach z żoną mam żelazny argument: dla niej odsunąłem na bok 300 innych kobiet.

Zobacz cały dowcip

Pewien 98-letni pan chciał nauczyć się łaciny. Znalazł korepetytora i poprosił o lekcje.
- Ale dlaczego pan w tym wieku chce się łaciny nauczyć? - pyta.
- Wie pan, niedługo umrę i jak pójdę do nieba, to jak inaczej dogadam się ze świętym Piotrem jeśli nie po łacinie?
- Rozumiem. A co jeśli pójdzie pan do piekła?
- Niemiecki już znam.

Zobacz cały dowcip

Idzie zając z magnetowidem przez las i spotyka niedźwiedzia.
Ten pyta:
- Zając, skąd masz widelca?
- A, dostałem od lisicy.
- E, jak to, od lisicy? Przecież ona taka chytra...
- No tak, zaprosiła mnie na kolację, postawiła winko, potem się rozebrała, zgasiła światło i mówi: "Bierz, co mam najlepszego." No, to wziąłem video i poszedłem.
Niedźwiedź śmieje się rozbawiony:
- Och, głupiutki zajączku, trzeba było mnie zawołać, wzięlibyśmy lodówkę!

Zobacz cały dowcip

Popularne kawały

Dawno dawno temu żyła sobie Zosia, która sprzedawała literki. Codziennie wstawała o siódmej, ubierała się i schodziła na dół sprzedawać literki. Nie zarabiała na tym dużo i nie miała za wiele pieniędzy, ale też nie głodowała. Pieniędzy starczało jej zwykle na zupę, a czasami, gdy trafił się bogatszy klient, który mógł sobie pozwolić nawet na trzy albo cztery literki, za zarobione pieniądze kupowała sobie do zupy kawałek chleba.
To był zwykły dzień. Zosia wstała, ubrała się i zeszła na dół sprzedawać literki. Po kilku minutach do jej sklepiku z literkami przyszła klientka, pani Ania, która miała piekarnię obok sklepiku Zosi.
Dzień dobry, Zosiu - powiedziała pani Ania - czy mogłabym cię prosić o literkę C?
Zosia podała pani Ani literkę C, a pani Ania zapłaciła, pożegnała się i wyszła.
Jakiś czas później, do sklepiku z literkami Zosi przyszedł kolejny klient. Profesor Alan poprosił Zosię o literkę A. Zosia podała mu ją, a profesor Alan podziękował, zapłacił za nią i wyszedł.
Tego dnia Zosia obsłużyła jeszcze czterech klientów. Zbliżała się już dziewiętnasta, Zosia zamierzała niedługo zamknąć sklep, ale dokładnie o osiemnastej pięćdziesiąt osiem do sklepu z literkami wszedł ostatni klient. DOCENT KAMYK, informowała przypinka przy jego garniturze. Klient wyglądał bardzo zamożnie, na takiego, który może sobie pozwolić nawet na trzy albo cztery literki. Docent podszedł do lady i obrzucił Zosię wyzywającym spojrzeniem.
- Dzień dobry - klient miał oschły głos.
- D-dzień d-dobry - wyjąkała Zosia.
- Usłyszałem, że można tu kupić literki. Czy to prawda? - Zosia pokiwała głową - Dobrze. W takim razie poproszę jeden alfabet.
Zosia zamarła. Klient który kupował trzy literki był bogaty, ale cały alfabet..? To się po prostu nie zdarzało!
- Na co czekasz? - Na te słowa Zosia rzuciła się na zaplecze, szykować literki. Była po całym dniu pracy w sklepie, a nie miała wszystkich literek. Zaczęła wykuwać nowe literki.
Zosia jeszcze nigdy się tak nie zmęczyła. Pracowała jak tylko umiała, a robiło się coraz później. Była już dwudziesta, kiedy Zosia skończyła robić literkę Z, a przecież musiała dzisiaj kupić sobie jeszcze zupę! Przybiła wszystkie literki do deseczki i zmordowana, podała ją zniecierpliwionemu klientowi. Ten popatrzył na Zosię krytycznie i popatrzył na otrzymany alfabet.
- Ale przecież tu nie ma literki O!
Zosia prawie wyrwała deseczkę z alfabetem z rąk docenta Kamyka. Popatrzyła na nią długo, ze strachem. Rzeczywiście. Nie było literki O. Zamiast niej, pomiędzy literkami N i P widniała tylko pusta przestrzeń.

ZOSIA ONIEMIAŁA.

Zobacz cały dowcip

Przed wejściem do nieba czeka trzech najwybitniejszych teologów XX wieku:
Rahner, Balthasar i Ratzinger.

Każdy z nich musi odbyć rozmowę
ze św. PAWŁEM
(uznawanym przecież za twórcę chrześcijańskiej teologii),
żeby wytłumaczyć się z tego,
co na ziemi NAPISAŁ o Bogu.

Pierwszy wchodzi Rahner,
wraca po godzinie i
- jeszcze roztrzęsiony - mówi, że...
ledwo się wybronił...

Jako drugi wchodzi Balthasar...
wraca po dwóch godzinach
i oddychając z wielką ulgą, stwierdza,
że wziął św. Pawła na litość...

W końcu wchodzi Joseph Ratzinger...

Po trzech godzinach wychodzi...
zlany potem... św. PAWEŁ
i mówi do pozostałych:
"Chłopaki,
muszę ten List do Rzymian cały poprawić"!

Zobacz cały dowcip

Wchodzi do lokalu facet z koszykiem, siada za barem i zamawia:
- Poproszę dwie setki - jedna normalnie, druga - w naparstek.
Kelner trochę się zdziwił, ale nalał. Na to gość wyciąga z koszyka faceta wzrostu ok. pół metra. Posadził go obok siebie na ladzie, golnęli sobie i facet mówi:
- Jeszcze po jednym.
Kelner znowu nalał, wypili, nie wytrzymał i pyta:
- Przepraszam, że tak pytam, ale co się temu panu stało, że jest pan taki mały?
- Byliśmy w Afryce - odpowiada gość - i w takiej jednej wiosce powiedział do faceta, jak to było Wacek? Aha, że jest dupa nie czarownik.

Zobacz cały dowcip