~ Mój ojciec mówił, że nie znosi gdy go zaczepiają jakieś stare baby na ulicy. Dopiero potem okazywało się, że to jego koleżanki z klasy.
Przychodzi dwóch facetów do lekarza.
-Co panom dolega?
-Przypadkiem połknąłem 5 zł.
-A panu?
-To było moje 5 zł.
~ Zło dobrem zwyciężaj.
= Ja zawsze stosowałam inną zasadę.
~ Jaką ?
= Zło bobrem zwyciężaj...
~ Dlaczego nie ma kobiet mechaników samochodowych ?
= Bo wyobraź sobie, że przychodzisz do takiej z problemem z autem, pytasz o diagnozę i słyszysz "domyśl się".
~ Mężczyzna robo 50% z tego co obiecał a kobieta 100% !
= Ale kobieta robi 100% z tego co obiecała nie robić ...
~ Jest afera bo ludzie Tuska dali pieniądze dla tych co byli zalani a domy mają na wzgórzach gdzie nie było powodzi !
= Byli zalani, wprawdzie na imprezach partyjnych ale byli.
Siedzą dwaj lekarze w gabinecie i słuchają radia:
*Tu Program I Polskiego Radia, Biały dym unosi się nad Szanghajem*
Obracają głowy do siebie
-Oho, znowu chipy aktualizują
– Tatusiu, kiedy będziemy się znowu mogli bawić w piaskownicy? – Jak tylko znajdę dla babci lepsze miejsce.
Jasiu miał na śniadanie kaszę mannę, ale nie chciał jej jeść. Zdenerwowana mama mówi do taty:
- Zrób coś, żeby on jadł tę mannę.
- Coś wymyślę.
Wieczorem mama położyła się już spać, a tata zawołał Jasia do pokoju:
- Jasiu, musimy pogadać.
- Dobrze tato - odpowiedział Jaś.
- Jak nie będziesz jadł kaszy manny, to Ci pisiorek nie urośnie. Tylko nie mów mamie, że Ci to powiedziałem.
Następnego ranka Jasio wcina kaszę mannę, aż jej zabrakło.
Mama się pyta taty:
- Co Ty mu powiedziałeś?
- Tajemnica.
Mama pyta się Jasia:
- Co Ci ten burak powiedział?
- Nie powiem.
- Dam ci 5 zł.
I Jasiu powiedział to, co mu tata nagadał - że mu pisiorek nie urośnie.
Tata wraca z pracy do domu, a mama go wałkiem po głowie.
- Za co?
- Za to, że jak byłeś mały, to nie jadłeś kaszy manny!
Pеwnеgo rаzu młodеmu królikowi udаło się uciеc z lаbоrаtоrium dоświаdczаlnеgо. Przеlаzł pоd siаtką i znаlаzł się nа dużym trаwniku. Tо był jegо piеrwszy kоntаkt z prаwdziwą trаwą i jеdnоczеśniе szоk. Zаdоwоlоny kicаł, skаkаł, przеwrаcаł się. Pо jаkimś czаsiе spróbоwаł trаwy i stwiеrdził, że świеżа smаkujе znаcznie lеpiеj niż kаrmа, którą jаdаł w niеwоli. Zаdоwоlоny skаkаł i biеgаł. W pеwnym mоmеnciе zаuwаżył drеwniаny płоt. Pоd płоtеm byłа mаłа dziurа przеz którą mоżnа byłо się przеcisnąć. Tааk! Udаłо się. Jаkiеż byłо zdziwiеniе królikа, gdy stаnął оkо w оkо z grupką innych królików.
- Czеść! (Odеzwаł się jеdеn z nich) Skąd jеstеś?
- Uciеkłеm z lаbоrаtоrium.
- Supеr! Tо tеrаz zаmiеszkаsz z nаmi!
- Fаjniе! А cо tutаj rоbiciе?
- Nа przykłаd skubiеmy trаwę .. próbоwаłеś?
- Nо jеst zаjеbistа! А cо jеszczе?
- Widzisz tо pоlе tаm? Tо mаrchеwki. Idź spróbuj! Królik spróbоwаł mаrchеwеk. Były sоczystе i niеwiаrygоdniе smаcznе. Wrócił dо rеszty królików.
- I cо jеszczе rоbiciе?
- Widzisz tаmtо pоlе? Tо sаłаtа. Idź spróbuj! Sаłаtа równiеż byłа bоskа. Królik pоnоwniе pytа:
- Nо аlе chybа jеszczе cоś rоbiciе?
- Nо jаsnе! Spójrz w tаmtеn róg! Widzisz? Tо nаszе dziеwczynki. Kаżdа chętnа dо zаbаwy! Idź! Pоszаlеj! Królik pоlеciаł. Pо kilku gоdzinаch trykаniа wrócił wyciеńczоny...
- А jеszczе cоś rоbiciе? Lеdwо żyję pо tеj оrgiеtcе..
- Nо w zаsаdziе tо już chybа wszystkо...
- W tаkim rаziе muszę się z Wаmi pоżеgnаć. Wrаcаm dо lаbоrаtоrium..
- Dо lаbоrаtоrium? Pо cо? Tu Ci źlе?
- Niе.. nо spоkо... byłо fаjniе, аlе czаs się zbliżа i jаk niе zаjаrаm tо оszаlеję...
- Wilkuuuu hyyppp... a dlaczeeeoggo... tyyy masz... rooogiii?!
- Rany... Wstań już proszę!
- Wilkuuu a czemuuu masz taaakie długieeee uszy?!!
- No nie mogę z tobą! Człowieku wytrzeźwiej!
- Wiiiilkuuu a dlaczego masz taaki czerwonyyy nooosss?!!!
- Wstawaj zachlana stara pijacka mordo w głupiej czerwonej czapce! Sanie czekają! To ja, Rudolf!
Sроtykаją się dwаj żоłniеrzе.
- Cо tаm mаsz? - rzucił рiеrwszy.
- Grаnаt - rzucił drugi.
Jаdą sаmоchоdem infоrmаtyk, mechаnik i chemik. Nаgle stаje im аutо i mechаnik mówi:
- Cоś z silnikiem!
Chemik nа tо:
- Pаliwо jest złej jаkości.
Infоrmаtyk:
- Wsiądźmy i wysiądźmy, mоże tо cоś dа...
~ Czarni zdobywają większość medali w biegach.
= Za to biali w strzelectwie. Przypadek ?
~ Za premiera Tuska mamy ciągły rozwój !
= Taa , rozwój w biały dzień.
~ Żeleński chce od Polski patriotów.
= No przecież w Polsce jest mnóstwo ukraińskich patriotów tylko nie chcą na Ukrainie być.
~ Podczas święta Wojska Polskiego Prezydent Nawrocki chciał nawiązać dialog z Tuskiem.
= W jaki sposób ?
~ Wspomniał o obrońcach Monte Cassino.
Czy myślicie ze gdyby naziści byli niemcami to zamiast SS nazywali by się ẞ?
Czemu uczeń przyniósł drabinę do klasy?
Ponieważ usłyszał, że sprawdzian będzie na wyższym poziomie
Mój dziadek spokojnie umarł podczas snu...
...w przeciwieństwie do pasażerów jego autobusu
Słowo mamusia zostało tak przeseksualizowane że moje dzieci będą musiały na mnie mówić statek-matka
Rozmawiają dwie młode Francuzki:
- Podobno twój nowy mąż to prawdziwa złota rączka i wszystko sam robi w domu?
- Bez przesady, moja droga. Ja mu czasem pomagam.
- W jaki sposób?
- Ustami.
Dwóch żonatych mężczyzn opowiada o tym, jak to ich połowice są naiwne. Pierwszy:
- Moja żona chodzi na lekcje jazdy. To trwa i trwa, ale ona nie daje za wygraną.
A jest tak naiwna, że myśli, że gdy zrobi prawo jazdy, ja dam jej samochód do prowadzenia.
Drugi:
- To jeszcze nic. Oto moja żona jedzie sama na wakacje. Pakuje się.
Ja widzę, że wkłada do walizki kilkanaście prezerwatyw. To przecież szczyt naiwności!
Ona myśli, że ja będę do niej dojeżdżał?
Chłopak mówi do swojej dziewczyny:
- Ale będziemy mieli super walentynkowy wieczór! Mam trzy bilety do kina!
- Po co nam trzy?
- Dla twojej mamy, dla twojego taty i dla twojego brata.
Cо żоłniеrz ma pоd łóżkiем?
- Żоłniеrz ma pоd łóżkiем sprzątać.
~ Tusk z kolegami nie robił wałów przeciwpowodziowych przed powodzią.
= Za to po powodzi robili wały na kasie dla powodzian.
Wieśniak imieniem Pietro orał swoje pole „aż do południa”. Ponieważ sam się znużył, a jego woły powłóczyły już nogami, postanowił wrócić do domu.
„Popędziwszy woły przodem, przymocował pług na grzbiecie osła i go dosiadł. Nadmiernie obciążone zwierzę ustawało pod brzemieniem i w końcu Pietro zrozumiał, że osioł nie jest w stanie iść.
Zsiadł więc, zarzucił sobie pług na ramiona i znowu wdrapał się na osła.
»Teraz« – rzekł – »bez problemu możesz iść, bo pług niosę ja, a nie ty«”.
Pewien kardynał prowadził wojnę z wrogami ojca świętego. „Kiedy przyszło do bitwy, z której stronnicy papieża musieli wyjść zwycięscy lub zwyciężeni, kardynał ze swadą zachęcał żołnierzy do walki.
Zapewniał, że ci, którzy zginą, będą ucztować z Bogiem i aniołami. A żeby żwawiej szli na śmierć, obiecywał, że umierającym zostaną odpuszczone wszystkie grzechy.
Wygłosiwszy te zachęcające słowa, wycofał się z pola bitwy. Wówczas jeden z żołnierzy spytał: »A czemu ty z nami nie przystąpisz do tej uczty?«
»To nie moja pora na posiłek. Jeszcze nie zgłodniałem” – odparł książę Kościoła.
Mieszkańcy górskiej osady w Apeninach wysłali do miasta paru ludzi, by kupili drewniany krucyfiks, który miał zostać zawieszony w ich kościele.
Emisariusze „poszli prosto do snycerza i wyłuszczyli sprawę”. Rzemieślnik zapytał „czy chcą na krzyżu Chrystusa żywego czy martwego”.
„Poszeptali ze sobą na stronie i po krótkim namyśle odpowiedzieli, że wolą żywego. Jeśli w tej wersji nie spodoba się on ich współobywatelom, natychmiast go zabiją”.
Sukcesem jest:
w wieku 4 lat: nie sikać w majtki
w wieku 12 lat: mieć przyjaciół
w wieku 16 lat: posiadać prawo jazdy
w wieku 19 lat: uprawiać seks
w wieku 35 lat: zarabiać dużo pieniędzy
w wieku 60 lat: uprawiać seks
w wieku 70 lat: posiadać prawo jazdy
w wieku 75 lat: mieć przyjaciół
w wieku 80 lat: nie sikać w majtki
Chłopak i dziewczyna kochali się pierwszy raz. On mówi:
- Czy mogę do ciebie mówić Ewo?
- Dlaczego?
- No bo byłaś moją pierwszą.
- A czy ja mogę mówić do ciebie Peugeot?
- Tak, a dlaczego?
- Bo byłeś mój 206
W pociągu jedzie dwóch Anglików. Jeden z nich obiera banany, posypuje je solą i wyrzuca przez okno.
– Przepraszam, sir, dlaczego pan je wyrzuca?
– Bo nie lubię solonych bananów.
Na statku wybuchł pożar. Pasażerowie opuszczają w panice statek. Jeden tylko Anglik siedzi na krzesełku i pyka z fajki. Podbiega do niego marynarz.
– Proszę pana, za chwilę statek zatonie!
– To co, przecież to nie mój statek.
Siedzi biedak i smaruje chleb kupą. Przechodzący nieopodal Niemiec podchodzi do biedaka i pyta:
- Bieda?
- No bieda. - odpowiada biedak.
Niemiec zlitował się nad biedakiem i rzucił mu parę groszy. Chwilę później podchodzi do biedaka Anglik i pyta:
- Bieda?
- No bieda. - odpowiada biedak.
Więc Anglik zlitował się nad biedakiem i rzucił mu parę groszy. Na końcu podchodzi do biedaka Polak i pyta:
- Bieda?
- No bieda. - odpowiada biedak.
- Jak bieda, to nie smaruj tak grubo. - radzi Polak.
Czy prawdziwy Irlandczyk może się cieszyć, jeśli ma kroplę Angielskiej Krwi?
- Tak, jeśli ta kropla jest na szybie jego samochodu...
~ Johnny Depp dostał 10 mln $ za życie z pojebaną babą.
= No a my musimy za darmo...
~ Postawić Panu tarota ?
= Woow, jeszcze nikt nigdy go tak nie nazwał !
Janusz chce podrobić wizę do USA. Idzie do kolegi Waldka, który zna się na angielskim. Wpisują detale do wizy.
- Waldek, pamiętaj aby tam wszystko dobrze przetłumaczyć!
- Jasne! Dobra, jak masz na imię?
- No jak to, nie wiesz? Janusz!
Waldek wpusjje do wizy "Meknife".
- Jak się nazywa populacja piłkarzy kopiących w piłkę?
- Kopulacja!
Andrzej i Waldek siedzą i patrzą za okno.
- Waldziu, ja oszaleję. Muszę uciec z tego więzienia. Nie zniosę klawisza...
- Andrzej, ale my przecież siedzimy u Ciebie w domu! Nawet Twoja żona jest!
- No właśnie...
Gość udaje że mdleje i pada na ziemię w środku miasta aby skraść całusa. Podchodzi do niego kobieta i chce go uratować. Gość już składa usta do całusa a wtedy...
Okazuje się że to jego żona!
Pan Albert widzi Pana Stefana jak siedzi smutny podczas przejażdżki po mieście.
- Panie Stefanie, o co chodzi?
- O ten tramwaj co nie chodzi!
Jechali tramwajem który się zepsuł.
Żona do męża:
- Kochanie, wyrzuć śmieci.
- Dopiero co usiadłem!
- A co robiłeś przez cały dzień?
- Stałem.
Pyta znajomy znajomego:
- Z kim jedziesz nad morze w tym roku?
- Z żoną, dziećmi i z teściową.
- Z teściową? - pyta zdziwiony.
- A niech się franca do piachu przyzwyczaja.
Kto ty jesteś?
Wąglik mały.
Jaki znak twój?
Proszek biały.
Umiesz zabić?
Problem żaden.
Kto twym bogiem?
Sam Bin Laden
Jestem teraz w telefonie,
Zaraz umrzesz kutafonie.
Uczeń na lekcji religii pyta księdza:
- Proszę księdza, a jaki rodzaj wina ksiądz pija podczas mszy?
- To nie jest wino - odpowiada ksiądz - To jest Krew Chrystusa.
- A który rocznik?
- Trzydziesty trzeci, głąbie...
- Dziadku, czy to prawda, że w 1989 roku upadł w Polsce komunizm?
- Tak mój drogi, upadł, na cztery łapy...
- Boisz się sztucznej inteligencji?
- Bardziej się boję prawdziwej głupoty.
Dawno dawno temu żyła sobie Zosia, która sprzedawała literki. Codziennie wstawała o siódmej, ubierała się i schodziła na dół sprzedawać literki. Nie zarabiała na tym dużo i nie miała za wiele pieniędzy, ale też nie głodowała. Pieniędzy starczało jej zwykle na zupę, a czasami, gdy trafił się bogatszy klient, który mógł sobie pozwolić nawet na trzy albo cztery literki, za zarobione pieniądze kupowała sobie do zupy kawałek chleba.
To był zwykły dzień. Zosia wstała, ubrała się i zeszła na dół sprzedawać literki. Po kilku minutach do jej sklepiku z literkami przyszła klientka, pani Ania, która miała piekarnię obok sklepiku Zosi.
Dzień dobry, Zosiu - powiedziała pani Ania - czy mogłabym cię prosić o literkę C?
Zosia podała pani Ani literkę C, a pani Ania zapłaciła, pożegnała się i wyszła.
Jakiś czas później, do sklepiku z literkami Zosi przyszedł kolejny klient. Profesor Alan poprosił Zosię o literkę A. Zosia podała mu ją, a profesor Alan podziękował, zapłacił za nią i wyszedł.
Tego dnia Zosia obsłużyła jeszcze czterech klientów. Zbliżała się już dziewiętnasta, Zosia zamierzała niedługo zamknąć sklep, ale dokładnie o osiemnastej pięćdziesiąt osiem do sklepu z literkami wszedł ostatni klient. DOCENT KAMYK, informowała przypinka przy jego garniturze. Klient wyglądał bardzo zamożnie, na takiego, który może sobie pozwolić nawet na trzy albo cztery literki. Docent podszedł do lady i obrzucił Zosię wyzywającym spojrzeniem.
- Dzień dobry - klient miał oschły głos.
- D-dzień d-dobry - wyjąkała Zosia.
- Usłyszałem, że można tu kupić literki. Czy to prawda? - Zosia pokiwała głową - Dobrze. W takim razie poproszę jeden alfabet.
Zosia zamarła. Klient który kupował trzy literki był bogaty, ale cały alfabet..? To się po prostu nie zdarzało!
- Na co czekasz? - Na te słowa Zosia rzuciła się na zaplecze, szykować literki. Była po całym dniu pracy w sklepie, a nie miała wszystkich literek. Zaczęła wykuwać nowe literki.
Zosia jeszcze nigdy się tak nie zmęczyła. Pracowała jak tylko umiała, a robiło się coraz później. Była już dwudziesta, kiedy Zosia skończyła robić literkę Z, a przecież musiała dzisiaj kupić sobie jeszcze zupę! Przybiła wszystkie literki do deseczki i zmordowana, podała ją zniecierpliwionemu klientowi. Ten popatrzył na Zosię krytycznie i popatrzył na otrzymany alfabet.
- Ale przecież tu nie ma literki O!
Zosia prawie wyrwała deseczkę z alfabetem z rąk docenta Kamyka. Popatrzyła na nią długo, ze strachem. Rzeczywiście. Nie było literki O. Zamiast niej, pomiędzy literkami N i P widniała tylko pusta przestrzeń.
ZOSIA ONIEMIAŁA.