Jaka jest różnica między kucharzem a operatorem koparki?
Operator koparki nie może wylizać łyżki
Dуrеktоr dо swоjеgо prасоwnikа:
- Z pаnа tо bуłbу dоskоnаłу przеstępса...
- Dlаczеgо?
- Во niе zоstаwiа pаn żаdnуch ślаdów swоjеj dziаłаlnоści...
Siedzi mężczyzna w barze i czyta gazetę. Przy sobie ma miskę zupy. Inny mężczyzna, widząc, jak on skupiony jest na czymś innym, zaczyna sprytnue podjadać mu zupę. Gdy jednak kończył, zauważył na dnie grzebień. Tak go to obrzydziło, że zerzygał się do tej miski, z której jadł. Mężczyzna, który czytał gazetę, odwrócił od niej wzrok i powiedział:
-O, widzę, że Pan też doszedł do grzebienia.
Co się mówi, gdy kupuje się podejrzanie taniqą wędkę?
-Gdzie jest haczyk?
Chłopak mówi do swojej dziewczyny:
- Ale będziemy mieli super walentynkowy wieczór! Mam trzy bilety do kina!
- Po co nam trzy?
- Dla twojej mamy, dla twojego taty i dla twojego brata.
Wieśniak imieniem Pietro orał swoje pole „aż do południa”. Ponieważ sam się znużył, a jego woły powłóczyły już nogami, postanowił wrócić do domu.
„Popędziwszy woły przodem, przymocował pług na grzbiecie osła i go dosiadł. Nadmiernie obciążone zwierzę ustawało pod brzemieniem i w końcu Pietro zrozumiał, że osioł nie jest w stanie iść.
Zsiadł więc, zarzucił sobie pług na ramiona i znowu wdrapał się na osła.
»Teraz« – rzekł – »bez problemu możesz iść, bo pług niosę ja, a nie ty«”.
Stachu właśnie wrócił z Pragi i tak se gada z Nowakiem:
- Co tam ci się najbardziej podobało w tej Pradze? - pyta Nowak
- A wiesz, jak teściową metro przejechało. - odrzeka Stach
Nie umieliśmy się zdecydować, czy pochować dziadka, czy go skremować, więc pozwoliliśmy mu żyć
Statystyczny facet otrzymuje tylko dwa komplementy w całym życiu:
- Jaki śliczny bobasek.
- Porządny był z niego chłop.
Dwaj przyjaciele rozmawiają w kawiarni.
– Wiesz Zenek, że prawie każdy człowiek ma jakieś nawyki?
– Serio? Ja też mam jakieś?
– Tak, Ty Zenek na chociażby zawsze mieszasz herbatę z cukrem lewą ręką.
– No i co z tego?
– Większość osób robi to łyżeczką.
Przychodzi facet do sklepu i mówi:
– Poproszę jakieś trudne puzzle.
– Pustynia, 500 części – proponuje sklepikarz.
– Nie, to zbyt łatwe.
– To może ocean, 3 tysiące części?
– Nie macie nic trudniejszego?
– Panie! Jak pan chce trudne puzzle, to niech pan idzie do piekarni kupi bułkę tartą i poskłada z niej rogala.
Przed sądem staje mężczyzna. Sędzia pyta:
– Czy to prawda, że oskarżony sprzedawał sok pomidorowy w butelkach twierdząc, że to eliksir młodości?
– Tak, wysoki sądzie.
– A czy oskarżony był już wcześniej za to karany?
– Tak, w roku 1670, 1871 i 1954.
Synek do mamy:
- Mamo mogę iść na imprezę?
- A będzie tam alkohol?
- Oczywiście, że nie!
- No to po co tam idziesz?
Kto jest prawdziwym przyjacielem człowieka, żona czy pies?
Zamknij żonę i psa w bagażniku na godzinę i otwórz bagażnik. Jak myślisz, które ucieszy się na twój widok?
Ojciec mówi do 3 synów:
-Słuchajcie, teraz kiedy będziecie mieszkać w Hiszpanii powinniście mieć bardziej hiszpańskie imiona. Grzegorz, ty teraz jesteś Gui, Marek, ty teraz się nazywasz Mui...
Hubert: Tato, ja chyba jednak nie jadę
Czterech emerytów wybrało się na wakacje do Gdyni.
Spacerując po mieście, nagle zauważyli knajpkę z napisem: „Wszystkie drinki po 10 groszy”. Zaskoczeni tak niską ceną, postanowili wejść do środka. Lokal był przytulny, czysty, przestronny i pełen klientów. Od razu przywitał ich uprzejmy barman:
– Witam panów! Proszę, tu jest miejsce. Co podać?
– Poprosimy cztery kieliszki martini – odpowiedzieli.
– Już podaję… To będzie 40 groszy – odparł barman.
Panowie spojrzeli po sobie, zapłacili, wypili i zamówili kolejną rundę.
Znowu zapłacili 40 groszy. Po jeszcze jednym martini znów 40 groszy. W końcu jeden z nich nie wytrzymał i zapytał barmana:
– Proszę nam wyjaśnić, dlaczego u was jest tak tanio?
– Wie pan – zaczął barman – przez wiele lat byłem marynarzem, ale zawsze marzyłem o własnej knajpce. Gdy wygrałem na loterii 25 milionów dolarów, wróciłem do Polski, kupiłem lokal i ponieważ lubię ludzi, postanowiłem sprzedawać tanie drinki. Mając takie pieniądze, nie muszę zarabiać. Robię to, co kocham, poznając przy okazji ciekawych ludzi.
Jeden z emerytów zachwycony zapytał:
– To piękna historia! A dlaczego tamci trzej panowie w kącie siedzą już 40 minut i nic nie zamawiają?
– A, to ci – uśmiechnął się barman – przyjechali z Poznania i czekają, bo od 18:00 wszystko będzie o połowę tańsze.
Płynie łódką niewidomy i jednoręki.
Jednoręki wiosłuje zawzięcie, aż tu nagle na środku jeziora, wiosło wypada mu z jedynej ręki i mówi:
– No tośmy, ku*wa, dopłynęli.
No i niewidomy wysiadł.
Żołnierze ostrzeliwują się każdego dnie i nikt nie ginie. W końcu generał polski wpada na myśl i mówi do żołnierzy:
– Jakie jest najczęstsze imię w Niemczech?
– Hans panie generale.
No więc polski żołnierz krzyczy:
– Hans!
– Ja.
I ginie
– Hans!
– Ja.
A z okopu niemieckiego za każdym razem podnosi się żołnierz i go zestrzeliwują. I tak dziesiątkują Niemców, co krzyknął Hans, to już ktoś wstanie i nie żyje. W okopie niemieckim generał niemiecki do żołnierzy:
– Jak tak dalej będzie to nas wszystkich wybiją. Jakie jest popularne imię w Polsce? ?
– Zdzisiu. – odpowiadają.
Więc krzyczą:
– Zdzisiu!!
Nikt nie wstaje.
– Zdzisiu!!
Nikt nie wstaje.
Zdzisiu!!
A w końcu z okopu polskiego dobiega głos:
– Zdzisia nie ma pojechał na wakacje, to Ty Hans?
– Ja…
Do baru wchodzi mężczyzna, zamawia setkę i wyciąga z kieszeni naparstek, do którego odlewa trochę alkoholu.
Z drugiej kieszeni sięga po małego, kilkucentymetrowego ludzika, którego stawia na barze, ofiarując mu naparstek. Barman, zdumiony, przygląda się tej scenie.
-Panie, skąd pan wytrzasnął takiego krasnala? – pyta.
-Wie pan, byliśmy razem w Afryce… Wędrowaliśmy przez dżunglę i zobaczyliśmy, jak tubylcy tańczą wokół ogniska. A w środku, wzruszający obrazek – kolorowo pomalowany człowiek wywija grzechotnikami. I co mu wtedy, Jędrek, powiedziałeś? Że jest dupą, a nie czarodziejem!
Doktorant:
– Chciałbym być na Bahamach… Szybka łódka, super dziewczyny…
Puff! Zniknął.
Doktor:
– A ja na Hawajach.. Tancerki, drinki!!
Puff! Zniknął.
Profesor:
– Ci dwaj mają się stawić w laboratorium po lunchu…
Jasiu zbuntowany krzyczy na mamę: Kup mi rower!
– Jasiu, nie ma opcji. Rower jest bardzo drogi a poza tym byłeś strasznie niegrzeczny.
– Hm.. A możemy się chociaż razem pobawić?
– Oczywiście Jasiu, że możemy – w co chcesz się bawic?
– Pobawimy się w rodzinę. Ja jestem ojcem ty mamą – idź poczekać w sypialni.
– Mama lekko zszokowana przyszła w szlafroku i piżamie do sypialni.
– Jasiu wchodzi wkurzony, ręce założone i krzyczy:
– Przebieraj się do cholery. Idziemy Jasiowi rower kupić.
Zdenerwowani pasażerowie czekają na start opóźnionego samolotu.
Siedzą tak i czekają, mija 3,4 godzina, po chwili widzą pilotów. Pierwszy idąc pomaga sobie białą laską a drugi jest prowadzony przez psa przewodnika. Weszli do kokpitu. Odpalili samolot i zaczęli kołowanie. Po chwili ruszają, do końca pasa zostało 600 metrów, 400 metrów, 150 metrów i nagle pasażerowie zaczęli wrzeszczeć w panice ale samolot cudem przed końcem pasa się uniósł.
Zdenerwowani piloci mówią do siebie w kabinie: ty, jak kiedyś nie krzykną to się rozpie*****my.
Na ławce w parku siedzi młody chłopak i wcina cukierek za cukierkiem.
Starszy pan obok mówi:
– Młodzieńcze, jak będziesz jadł tyle słodyczy, to szybko stracisz zęby.
Chłopak patrzy na niego i odpowiada:
– A mój dziadek miał 110 lat i wszystkie zęby!
– Naprawdę? Jadł tyle cukierków co ty?
– Nie, po prostu nie wtrącał się w cudze sprawy.
Stirlitz, jak sądzicie, co jest bardziej pożyteczne: radio czy gazeta? – zapytał Mueller, mrużąc podejrzliwie oczy.
– Bez wątpienia gazeta. W radio nie da się przecież zawinąć śledzia – odpowiedział z kamienną twarzą Stirlitz.
Starszy pan zaprosił dawnego znajomego na kawę.
Siedzą, gawędzą, a obok po pokoju kręci się kilkuletnia dziewczynka.
W pewnej chwili gospodarz woła:
– Magisterko! Dolej nam kawy! Mała pobiegła do kuchni, a kolega mówi zaskoczony:
– „Magisterka” to oryginalne imię…
– A co ja poradzę? – wzdycha gospodarz. – Wysłałem córkę na studia, a z tym wróciła!
Walentynkowy wieczór, chłopak szepcze czule do ucha dziewczyny:
– Kochanie, wypowiedz te słowa, które połączą nas na wieki…
– Jestem w ciąży!!!
Stary, nie uwierzysz, kogo poznałem! Jest niesamowita! Prawdziwa piękność! Zerknij na fotkę!
– Jeśli twierdzisz, że ona jest taka śliczna, to koniecznie powinieneś spotkać się z moją narzeczoną.
– Serio? Jest jeszcze większą pięknością?
– Nie, po prostu jest okulistką.
Mikołaj rozdał już wszystkie prezenty, ale zauważył, że Pinokio patrzy na swój podarek z wyraźnym przerażeniem.
– Co się stało, Pinokio? – pyta Mikołaj. Nie podoba ci się ten zwierzak?
– No… szczerze mówiąc, to marzyłem o piesku albo chociaż kotku..
– Przykro mi, chłopcze, ale w tym roku był taki popyt, że w magazynie pusto. Musiałem brać, co zostało pod ręką!
– No dobra, ja wszystko rozumiem – odpowiada drżącym głosem Pinokio – ale ja się po prostu panicznie boję tego bobra!
Na świeżo otwartym placu budowy kierownik przemawia do swoich robotników:
– Słuchajcie panowie, macie pracować rzetelnie, trzymać się projektu i nie marnować materiałów. Dajcie z siebie wszystko, bo stawiacie to dla własnego użytku.
– A co konkretnie tu powstaje, szefie?
– Izba Wytrzeźwień.
Sherlock Holmes i doktor Watson wybrali się na wspólny biwak w samym sercu lasu.
Po długim wieczorze spędzonym przy ognisku ułożyli się do snu. W środku nocy Holmes nagle budzi przyjaciela:
– Watsonie, czy ty śpisz?
– Nie, Sherlocku…
– Spójrz w górę i powiedz mi, co widzisz? Watson przeciera oczy, spogląda w niebo i odpowiada:
– Widzę miliony gwiazd, mój drogi Holmesie.
– I do jakich wniosków cię to skłania, Watsonie?
– Doktor ożywił się nieco i zaczął swój wywód: – To zależy od perspektywy. Z astronomicznego punktu widzenia mówi mi to, że istnieją miliony galaktyk i miliardy planet. Z punktu widzenia astrologii widzę, że Saturn jest w znaku Lwa. Pod kątem meteorologii wnioskuję, że jutro będziemy mieli piękną pogodę. Z kolei z perspektywy futurystycznej sądzę, że kiedyś ludzkość poleci do gwiazd… A tobie co to mówi, Sherlocku?
– Holmes milczał przez chwilę, po czym odparł ze spokojem: – Mnie to mówi, Watsonie, że ktoś nam ukradł namiot!
Mężczyzna łapie okazję. Zatrzymuje się ciężarówka, pasażer wsiada i ruszają.
Po pewnym czasie pojazd słabnie, silnik wyje, a szofer redukuje biegi, aż auto staje. Kierowca wyciąga kij bejsbolowy, wyskakuje i okłada nim plandekę. Autostopowicz jest w szoku, ale milczy, widząc wściekłość kierowcy. Jadą dalej, lecz sytuacja znów się powtarza. Gdy tir staje i szofer ponownie sięga po kij, pasażer nie wytrzymuje i pyta, o co chodzi. – Widzi pan – mówi kierowca – mam na pace trzydzieści ton kanarków, a dopuszczalna ładowność to tylko dwadzieścia ton. Po prostu połowa z nich musi cały czas latać!
Harcerz spaceruje zimą wzdłuż brzegu jeziora.
Mija wędkarza przy przeręblu, a po chwili dociera do niego rozpaczliwe wołanie:
– Pomocy! Lód się załamał! Tonę!
Harcerz mruczy pod nosem:
– I po co te wrzaski? Medal za ratownictwo mam już dawno zdobyty.
Hаlо, wiеżа! Tu lоt 1871. Mаmy аwаrię dwóch silników.
– Lоt 1871? Tu wiеżа. Zrоzumiаłеm. Skrеślаm…
Ukrainiec do kolegow:
– Wysrałem się na placu czerwonym.
– I co, żadne służby cie nie zawinęły? Jak ci sie to udalo?,
– Nie ściągnąłem spodni
Dlaczego półki w Lidlu są teraz puste?
Bo w tym tygodniu był afrykański tydzień.
Norweg wraca z wakacji. Znajomy pyta:
– Gdzie byłeś?
– W Hiszpanii.
– I jak?
– Bardzo ładnie, ale klimatyzacja nie dawała rady zrobić norweskiej pogody.
W odległym afrykańskim kraju, gdzie nie znają jeszcze języka pisanego przychodzi facet do urzędu. Urzędnik każe mu się podpisać, a ten wykonuje polecenie. W pewnym momencie urzędnik pyta się faceta dlaczego podpisał się trzema krzyżykami? Na co ten mu odpowiada:
- Pierwszy krzyżyk to imię, drugi to nazwisko, a trzeci to tytuł naukowy.
Dwaj myśliwi przechwalają się:
- Czy wiesz, że оstatniо w Namibii z оdległоści stu jardów jednym strzałem pоłоżyłem trupem słonia?
- A jа оstаtniо płynąc przez Morze Sargassowe włаsnoręcznie udusiłem wielorybа!
- Tаk, tаk ... A skoro już mowа o morzu ... Czy słyszałeś coś о Mоrzu Mаrtwym?
- Oczywiście.
- Tо włаśnie jа z brаtem zаbiliśmy je!
Na Saharze spotykają się dwaj Beduini. Jeden z nich jedzie na wielbłądzie powoli, noga za noga. Drugi przeciwnie, popędza zwierze pejczem.
- Dlaczego tak pędzisz? - pyta się pierwszy. - Przecież przy tym upale zwierze strasznie się rozgrzewa.
- O, nie, wprost przeciwnie. Im szybciej biegnie, tym skuteczniej chłodzi go powietrze.
Ledwo to powiedział, zwierze padło trupem.
- A nie mówiłem! Przeziębił się, biedak.
Na bazarze Gruzin handluje winem:
- Zapraszam!!! Najlepsze wina w okolicy!!!
Podchodzi mężczyzna:
- Ma Pan Khvanchkara?
- Mam.
- To proszę butelkę.
Gruzin bierze butelkę, ogromną chochlą nalewa wino z wielkiej kadzi, przykleja etykietkę i wręcza butelkę mężczyźnie.
- Proszę... Prawdziwa Khvanchkara.
- A Kindzmarauli też pan ma, może?
- Oczywiście!
- To też jedną butelkę poproszę.
Gruzin bierze butelkę, ogromną chochlą nalewa wino z tej samej kanki, przykleja nalepkę i wręcza butelkę mężczyźnie.
- Proszę... Prawdziwa Kindzmarauli.
- To jeszcze poproszę Chateau malabut - decyduje się mężczyzna.
- Ma pan?
- Oczywiście! Wino mam, ale etykietek zabrakło...
Pewnego razu Norweg, Duńczyk i Szwed poszli do lasu na spacer. Norweg był głuchy, Duńczyk był ślepy, a Szwed był sparaliżowany od pasa w dół i jeździł na wózku. Po jakimś czasie doszli do magicznej jaskini, która znajdowała się w lesie, gdzie każdy z nich mógł spełnić jedno swoje życzenie. Pierwszy do jaskini wszedł Norweg. Po chwili wyszedł z niej i wykrzyczał przeszczęśliwy: Chłopaki, ja słyszę! Po nim wszedł Duńczyk i wyszedł równie szczęśliwy: Chłopaki, ja widzę! Ostatni, lecz nie mniej ważny, do jaskini wjechał Szwed. Po chwili wyszedł z jaskini i krzyknął: Chłopaki, patrzcie, nowe koła!
Pewnego razu Norweg, Duńczyk i Szwed mieli pójść do nieba. Bóg powiedział, że będzie opowiadał im żarty na każdy z 3000 kroków aż do bram niebieskich, lecz jeżeli zaśmieją się chociaż raz, to nie wejdą przez nie. Po 1000 krokach Norweg roześmiał się i nie poszedł do nieba. Po 2000 krokach zaśmiał się również Duńczyk, który również nie dostąpił zbawienia. Kiedy Bóg i Szwed dotarli do końca wędrówki Szwed zaczął się śmiać. Bóg zapytał, co jest w tym takiego śmiesznego. Wtedy odpowiedział Szwed:
– Właśnie zrozumiałem ten pierwszy.
Pewnego razu byli sobie Szwed, Duńczyk i Norweg, którzy pracowali na dachu wysokiego na 20 metrów budynku. Po kilku godzinach pracy mieli przerwę na lunch.
Norweg: – Fuj, żona znowu zrobiła mi kanapkę z serem. Jeśli jutro znowu dostanę ser, skoczę z dachu.
Duńczyk: – Fuj, żona znowu zrobiła mi kanapkę z pasztetem. Jeśli dostanę to samo jutro, również skoczę z dachu.
Szwed: Fuj, żona znowu zrobiła mi kanapkę z szynką. Jeśli dostanę to samo jutro, również skoczę z dachu.
Następnego dnia Norweg dostał w kanapce ser i zeskoczył z budynku. Duńczyk dostał pasztet i zrobił to samo. Szwed miał w kanapce szynkę i dołączył do kolegów.
W wiadomościach przeprowadzono wywiad z żonami pracowników:
Żona Norwega: – Ach, gdyby tylko dał znać, to nigdy więcej nie zrobiłabym mu kanapki z serem!
Żona Duńczyka: – Ach, gdyby tylko dał znać, to nigdy więcej nie zrobiłabym mu kanapki z pasztetem!
Żona Szweda: – Na mnie nie patrzcie, sam sobie robił lunch.
Szwed, Norweg oraz Duńczyk zostali aresztowani we Francji podczas rewolucji francuskiej. Każdy z nich dostał wybór jaką śmiercią chce zginąć. Norweg wybrał ścięcie głowy gilotyną, ponieważ było to w tych czasach modne. 1 cal od jego głowy gilotyna zablokowała się. Francuzi uznali to jako znak od Boga i puścili go. Widząc to Duńczyk postanowił, że wybierze tę samą metodę. W jego przypadku stało się tak samo. Gilotyna zablokowała się, a Duńczyk został puszczony wolno. Nadeszła pora na Szweda.
- Jaką śmiercią chcesz zginąć? - zapytali Francuzi.
- Myślę, że przez powieszenie, skoro gilotyna nie działa.
Każdego roku, siedemnastego maja Szwedzi maszerując w paradzie po jednej stronie ulicy mijają Norwegów drepczących po drugiej. W tym momencie podstępni Szwedzi obrzucają przeciwników petardami. Niezrażeni Norwedzy podpalają petardy i odrzucają je z powrotem...
Pierwsze tysiąclecie przed naszą erą, z rozległych stepów zmierzało ku Europie plemię ugrogińskie. Pewnego dnia dotarli do znaku, na którym było napisane "Iść w lewo". Ci, któzy zrozumieli zostali Węgrami, ci któzy nie zrozumieli zostali Finami.
Jak poznasz, że spotkałeś Fina-ekstrawertyka?
-Podczas rozmowy patrzy na Twoje stopy zamiast na swoje!
Jaka jest różnica między głodnym żołądkiem a Finem, który chce zapytać o coś obcą osobę?
- Szybciej można usłyszeć pusty żołądek.
Przychodzi chłop łotewski do lekarza. Lekarz się pyta:
- Co chłopu dolega?
- Halucynacje z niedożywienia - odpowiada Łotysz.
I w istocie były to halucynacje. Nie było lekarza, była tylko mroźna zima i ciemność. I kapsēta jak okiem sięgnął. Taki los Łotyszy.
Dwaj żydzi kłócą się, w pewnym momencie jeden rzuca mydłem.
Drugi odpowiada:
-Mamy w to nie mieszaj!
Wсhоdzi babсia dо autоbusu i pyta kierоwcę:
- Chłopcze, сhсesz оrzeszka?
- Pоprоszę.
Następnego dnia tо samо, kierоwсa dоstał оrzeszka, ale mówi dо babсi:
- Tо nieсh pani również go zje.
- Synku, ja już nie mam zębów.
Trzeсi dzień znowu:
- Chłopсze, сhсesz оrzeszka?
Kierоwсa zaсiekawiony pyta:
- Babсiu, a skąd masz takie dоbre оrzeszki?
- Z Tоffifee...
W pubie siedzą: Schmitt, Jussilainen i Małysz.
Martin mówi: - Wiecie co, miałem kiedyś taki przypadek. Poszedłem do kina na "101 dalmatyńczyków", a na drugi dzień skoczyłem na średniej skoczni 101 metrów i wygrałem.
Na to Jussilainen:
- A ja kiedyś czytałem książkę "150 sposobów na stres". Na drugi dzień skoczyłem 150 metrów na dużej skoczni i też wygrałem!
W tym momencie Małysz zrywa się jak oparzony, biegnie do wyjścia i krzyczy:
- Trzeba odwołać zawody! Jutro skaczemy na "mamucie", a ja wczoraj przeczytałem "20 000 mil podmorskiej żeglugi"!
Rozmawia dwóch kolegów:
- Od sześciu lat codziennie rano wybieram się pobiegać.
- To masz kondycję?
- No nie wiem, wybieram się...
Wpisuję w pasku wyszukiwania: "Jak się pozbyć", a Google podpowiada kolejno: "Zwłok", "Plam z krwi"... Dziękuję, kochane Google, tylko ty mnie rozumiesz!
Rozmawiają Amerykanin, Niemiec i Rosjanin o tym, który materiał jest najmocniejszy.
Amerykanin: Złoto, bo za złoto można wszystko kupić.
Niemiec: Stal bo można zrobić broń i zdobyć złoto.
Rosjanin milczy.
- A u was Sasza jaki materiał jest najmocniejszy?
- U nas? Guma.
- Jak to guma?
- Gdy budowaliśmy Polakom Pałac Kultury i Wania spadł z 30 piętra, to z Wani nic nie zostało, a ja do dziś chodzę w jego gumiakach.
Pacjent na oddziale intensywnej terapii:
- Nie wiem dlaczego tu jestem. Ostatnie co pamiętam to, że żona weszła do przymierzalni i krzyknęła "za wąska". I ją zapytałem czy sukienka czy przymierzalnia.
Trzech chłopców przechwala się czyj wujek jest lepszy.
Pierwszy mówi:
- Mój wujek jest biskupem i każdy mówi Wasza Ekscelencjo!
Na to drugi:
- A mój jest kardynałem i każdy mówi Wasza Eminencjo!
A trzeci chłopiec mówi:
- Mój waży 200 kilo i każdy mówi: O Boże!